Jagiellonia Białystok przegrała 0:3 (0:0) z Fiorentiną w pierwszym meczu fazy play-off Ligi Konferencji. Po niezłej pierwszej połowie, w drugiej gospodarze kompletnie się rozsypali… Drużyna z Serie A dokonała aż ośmiu zmian w wyjściowym składzie i mimo tego potrafiła wykorzystać słabszy moment drużyny trenera Adriana Siemieńca.
Jagiellonia Białystok w arcytrudnej sytuacji przed rewanżem we Florencji…
Korespondencja z Białegostoku
Niezwykle mroźny Białystok przywitał zespół Fiorentiny, jak i dużą grupę dziennikarzy z Włoch. Przed 21:00 termometr pokazywał –7 stopni Celsjusza. Nie były to najbardziej komfortowe warunki szczególnie dla rywala z Serie A. Na to uwagę zwracały jeszcze przed pierwszym gwizdkiem arbitra tamtejsze media.
Fiorentina znajduje się w arcytrudnym położeniu, jeżeli chodzi o ligowe rozgrywki. Trener Paolo Vanoli dokonał aż ośmiu zmian w porównaniu do ostatniego, wygranego 2:1 spotkania z Como. Miejsce w wyjściowej “jedenastce” zachowali jedynie Rolando Mandragora, Jack Harrison i Robin Gosens.
Trener Adrian Siemieniec na przedmeczowej konferencji prasowej podkreślał, że kluczowe będzie to, aby jego zespół pojechał do Włoch z wynikiem “na styku”. Jednak patrząc na skład Violi, apetyt wśród kibiców był nieco mocniej rozbudzony.
Na pierwszą groźną akcję czekaliśmy do dziesiątej minuty. Piłka dość przypadkowo trafiła pod nogi Kamila Jóźwiaka, a dokładniej, piłkarz Jagiellonii został nią nastrzelony. Niewiele brakowało, aby futbolówka znalazła się w bramce… Luca Lezzerini nie miałby w tej sytuacji nic do powiedzenia.
Włosi z upływem minut nie kwapili się do ataków. Przede wszystkim czekali na to, co zrobi Jagiellonia. Fiorentina nie atakowała wysokim pressingiem, ustawiała się raczej na swojej połowie i zostawiała sporo przestrzeni gospodarzom. Mecz nie toczył się w porywającym tempie, nie pomagała również zmrożona i nie najlepsza murawa.
Całkowicie bezrobotny między słupkami był Sławomir Abramowicz. Po drugiej stronie boiska też nie działo się wiele. W 39. minucie młodzieżowy reprezentant Polski popisał się pierwszą interwencją. Włosi oddali celny strzał, ale to uderzenie nie miało prawa zaskoczyć 21-latka. Groźnie zrobiło się w doliczonym czasie gry. Zagapiła się białostocka defensywa i o mały włos nie skończyło się to golem na 0:1…
W 52. minucie białostocka obrona zdrzemnęła się drugi raz. Cher Ndour został bez krycia w polu karnym i oddał groźny strzał. Chwilę później Włosi się już nie pomylili. Luca Ranieri wykorzystał bierność rywali i mocnym uderzeniem głową pokonał Abramowicza. Jagiellonia wyszła mocno rozkojarzona na drugą połowę i zapłaciła za to bardzo wysoką cenę…
Fiorentina jeszcze bardziej się napędziła i szybko mogła prowadzić 2:0. Niccolo Fortini pomylił się z najmniejszej odległości i gospodarze mieli w tej sytuacji mnóstwo szczęścia. Jagiellonia ruszyła do odrabiania strat i mogła doprowadzić do remisu. Jesus Imaz w 61. minucie trafił jedynie w słupek z rzutu wolnego.
Włosi postawili jedynie na trzech podstawowych zawodników, a o jakości i umiejętnościach jednego z nich mogliśmy się przekonać w 65. minucie. Rolando Mandragora przymierzył idealnie z rzutu wolnego i nie dał żadnych szans Abramowiczowi. Po tym uderzeniu kibice na stadionie w Białymstoku mogli jedynie złożyć dłonie do oklasków…
Fiorentina w odpowiednim momencie była w stanie pokazać swoją jakość i bezlitośnie obnażyła słabsze strony Jagiellonii. Zespół trenera Siemieńca miał kilka gorszych momentów, które błyskawicznie przyniosły dwa gole przeciwnikowi.
Niestety na 0:2 się nie skończyło. W poczynaniach lidera PKO BP Ekstraklasy widać było coraz więcej frustracji. Dawid Drachal sfaulował rywala we własnym polu karnym, a Roberto Piccoli dopełnił formalności. 0:3, to już był nokaut.
Te rezultat sprawia, że Fiorentina jest bardzo blisko awansu do 1/8 finału Ligi Konferencji. Chyba tylko piłkarski kataklizm mógłby odebrać Włochom kolejną rundę. Jagiellonia ma czego żałować, ponieważ wydawało się, że w takich okolicznościach może pokusić się o niespodziankę.