Lech Poznań zrobił duży krok w kierunku awansu do 1/8 finału Ligi Konferencji. Kolejorz pokonał na wyjeździe fińskie KuPS 2:0. Bramki zdobyli Antoni Kozubal i Taofeek Ismaheel. Rewanż za tydzień przy Bułgarskiej.
Lech Poznań blisko 1/8 finału Ligi Konferencji
Lech Poznań przystępował do starcia z KuPS po dwóch zwycięstwach w lidze. Rywal odwrotnie, bo przegrał dwa ostatnie mecze. W wyjściowym składzie na starcie z Kolejorzem znalazł się do niedawna grający w Miedzi Legnica Gustav Engvall.
Temperatura w Tampere nie była przyjemna do grania. W momencie, gdy wybrzmiał pierwszy gwizdek, termometry wskazywały minus 15 stopni. Do tego spotkanie było rozgrywane na sztucznej nawierzchni, co stanowiło dodatkowe utrudnienie.
Mistrzowie Polski mocno rozpoczęli starcie. Po dośrodkowaniu Taofeeka Ismaheela, przed szansą stanął Mikael Ishak. Szwed trafił w piłkę z powietrza, ale posłał ją wprost w bramkarza.
Co nie wyszło w drugiej minucie, udało się chwilę później. Dośrodkowanie z rzutu rożnego i zamieszanie w szesnastce, które wykorzystał Antoni Kozubal. Było to jego drugie trafienie w tej edycji Ligi Konferencji.
Problemy gospodarzy powiększyły się jeszcze przed pierwszym kwadransem. Joslyn Luyeye-Lutumba uderzył łokciem Kozubala i arbiter bez wahania ukarał go czerwoną kartką. Trudno więc było wyobrazić sobie gorszy start.
Lech szukał kolejny okazji do zdobycia bramki. W 26. minucie znów zrobiło się groźnie po dośrodkowaniu w pole karne. Najwyżej wyskoczył Filip Jagiełło, oddał strzał głową i Finów uratowała tylko skuteczna interwencja bramkarza.
W końcówce już nie było wątpliwości. Ismaheel wdarł się z piłką w pole karne, kopnął w kierunku dalszego słupka i cieszył się z gola. Asystę zapisano Ishakowi, który precyzyjnie podał do Nigeryjczyka.
W drugiej części gry przeważał Kolejorz. Kolejne szanse mieli Ishak i Ismaheel. Trener Niels Frederiksen zaczął też rotować składem. Do 62. minuty przeprowadził cztery korekty. Na boisku pojawili się Gisli Thordarson, Joao Moutinho, Mateusz Skrzypczak i Patrik Walemark.
Im bliżej było końca spotkania, tym bardziej wzrastała przewaga Lecha. Finowie rzadko wychodzi nawet z własnego pola karnego. Robili w nim jednak wszystko, by nie dopuszczać rywala do strzałów.
Najbliżej było w 80. minucie. Do piłki ustawionej tuż przed polem karnym podszedł Walemark. Kopnął mocno w kierunku dalszego słupka, ale nie zdołał pokonać bramkarza.
Kolejorz dopiął swego i może już myśleć o rewanżu. Sytuacja jest bardzo komfortowa. Spotkanie przy Bułgarskiej odbędzie się w czwartek 26 lutego. Pierwszy gwizdek o 21. Relacja tekstowa na TVPSPORT.PL.