Strona główna>Ludzie>Wierzę w siłę pokoleń! Katarzyna Grzebyk o swojej powieści „Jutro może być za późno”
Ludzie
Wierzę w siłę pokoleń! Katarzyna Grzebyk o swojej powieści „Jutro może być za późno”
Aneta Gieroń
Dodano: 28.02.2026
Katarzyna Grzebyk. Fot. Tadeusz Poźniak
Udostępnij
Z Katarzyną Grzebyk, dziennikarką, logopedką, autorką książek, rozmawia Aneta Gieroń
Aneta Gieroń: Dwa lata temu ukazała się Twoja pierwsza powieść „Pomiędzy nami tajemnice”, w lutym tego roku druga już książka obyczajowa – „Jutro może być za późno”. Mimo to zwlekałaś z debiutem literackim – książki ukazały się po Twoich 40. urodzinach. Przesądziła tęsknota za słowem, bo zanim zostałaś logopedką, przez kilkanaście lat pracowałaś jako dziennikarka. Czy może dojrzało w Tobie słowo i chciałaś się nim podzielić z czytelnikami?
Katarzyna Grzebyk: Kiedy zmieniłam zawód, zatęskniłam za pisaniem. Przez kilkanaście lat moja zawodowa codzienność skoncentrowana była na słowie. Każdego dnia pisałam artykuły, spotykałam się z bohaterami tekstów dziennikarskich, przeprowadzałam wywiady i nieustannie pisałam. Kilka, kilkanaście tysięcy znaków dziennie. Gdy w 2018 roku zdecydowałam się w pełni skoncentrować na logopedii, z dnia na dzień pisanie usunęło się w cień. Przez kilkanaście miesięcy właściwie nie pisałam. Nie robiłam nawet wpisów na moim blogu poświęconemu książkom i literaturze. Nie był to jednak czas stracony. Zbierałam materiały do książek: „Sekrety Rzeszowa”, którą napisałam wspólnie z Aliną Bosak oraz „Tajemnic okolic Niebylca” we współpracy z dr. Antonim Chuchlą.
Tamte tytuły to jednak nie powieści, a „Pomiędzy nami tajemnice” ukazała się dopiero w 2024 roku. Co przesądziło, że historie związane z powiatem strzyżowskim, które nosisz w sobie od dawna, doczekały się literackiej premiery?
W głębi serca zawsze miałam marzenie, by kiedyś wziąć do ręki książkę, gdzie na okładce będzie moje imię i nazwisko. Bardzo to było wzruszające, gdy ta chwila nadeszła. Przypomniałam sobie tamtą małą Kasię, która od zawsze uwielbiała czytać i pisać, a własna powieść wydawała się jej czymś absolutnie nieosiągalnym. Marzenie z dzieciństwa musiało trochę poczekać. Przez długie lata uważałam, że moja wyobraźnia nie jest na tyle bogata, by zająć się fikcją literacką. Wcześniejsze publikacje powstawały w oparciu o konkretne materiały, życiorysy i zdarzenia. Wydawało mi się to bardzo trudne, ale kilka miesięcy po ukazaniu się „Sekretów Rzeszowa”, przygotowałam jeden rozdział, który zdał mi się dobrym początkiem powieści. Radość nie trwała długo, a ja w kolejnych miesiącach nie stworzyłam nic więcej. Przełomem było spotkanie autorskie w Gminnej Bibliotece Publicznej w Niebylcu z rzeszowianką Anną Ziobro, autorką powieści obyczajowych. Doskonale pamiętam, jak Ania opowiadała o radości z pisania i jej słowa: „Każdy z was mógłby napisać książkę, bo każdy z was nosi w sobie ciekawą historię. Wystarczy usiąść i to spisać.” Tego samego dnia, po powrocie ze spotkania, usiadłam do laptopa, otworzyłam plik ze wspomnianym rozdziałem i postanowiłam pisać dalej.
Robiłam to systematycznie, choć nie miałam konkretnego planu, jak ta książka ma wyglądać. Scena po scenie, rozdział po rozdziale, powstawały kolejne części „Pomiędzy nami tajemnice”, a po kilku miesiącach książka była gotowa.
Konstruując powieść korzystałaś ze porad doświadczonych autorów powieści, szukałaś wskazówek w Internecie, czy zaufałaś intuicji?
Nie uczestniczyłam w żadnych kursach pisarskich. Korzystałam z porad znanych autorów książek, a te są powszechnie dostępne w sieci. Pisałam kolejne sceny, a te po pewnym czasie zaczęły układać się w całość. W trakcie pisania robiłam plan, co jest w każdym z rozdziałów, co powinno być w następnym. Akcja toczy się w dwóch płaszczyznach czasowych i musiałam pilnować, by nie pomieszać wątków.
To był Twój powrót do słowa?
Tak, po kilkunastu miesiącach przerwy, znów pisałam i czułam ogromną radość. Uświadomiłam sobie, jak bardzo za tym tęskniłam i jakie to dla mnie ważne. Gdyby nie to, że wcześniej przez kilkanaście lat zajmowałam się pisaniem i redagowaniem tekstów, chyba nie odważyłabym się zasiąść do pracy nad powieścią. A dziś nie chcę i nie potrafię żyć bez pisania.
Ogromną wartością obu powieści: „Pomiędzy nami tajemnice” i „Jutro może być za późno” jest skrupulatne tło historyczne Niebylca, Strzyżowa i Połomi. Ziem, z którymi jesteś związana, gdzie się urodziłaś i do dziś mieszkasz. Dlaczego tak mocno je wyeksponowałaś? To ocalanie od zapomnienia?
Od zawsze czytam dużo książek i nigdy nie wpadła mi w ręce powieść obyczajowa, której akcja toczyłaby się na terenie powiatu strzyżowskiego. Gdy powstawała „Pomiędzy nami tajemnice”, od początku wiedziałam, że musi być osadzona na bliskich mi terenach, które doskonale znam. Te ziemie mają tak bogatą historię i są tak piękne krajobrazowo, że stanowią idealne tło oraz inspirację dla moich bohaterów.
Nadałaś im drugie życie.
Zależało mi, by je uwiecznić, zainteresować nimi jak najwięcej osób, bo są tego warte. Wielu czytelników, być może po raz pierwszy dowie się o Niebylcu czy Połomi i zechce tu przyjechać. Zobaczyć je na żywo. Może powtórzy się historia, jak ta z Malwiną, bohaterką „Jutro może być za późno”? Ta, zachwycona zdjęciem Strzyżowa, wsiadła w pociąg i na stałe przeniosła się z Gdańska do miasteczka na Podkarpaciu osiedlając się w zabytkowej kamienicy w Rynku.
Te ziemie to Twoje Genius Loci?
Tak. Moje życie związane jest z Połomią. Tutaj się wychowałam, tutaj dziś mieszkam z mężem i dziećmi, a im więcej mam lat, tym bardziej czuję się z tym miejscem związana. Paradoksalnie, nie jest łatwo opisać na kartach powieści miejsca, które się dobrze zna i jeszcze zrobić to tak, by zaintrygować nimi czytelnika.
Twoje dwie ostatnie książki są powieściami obyczajowymi, ale z rozbudowanym i bogatym tłem historycznym. Odzywa się w Tobie regionalistka?
Od zawsze interesuję się historią ziem, z których pochodzę. Do podkarpackich mediów pisałam wiele artykułów na ten temat – przypominałam wiele ciekawych miejsc, wydarzeń i osób. Nie wyobrażam sobie powieści obyczajowej, nawet jeśli traktuje ona o miłości, jeśli nie osadziłabym jej w konkretnym miejscu i czasie, na tle wydarzeń historycznych, co ma istotny wpływ na losy bohaterów.
W „Jutro może być za późno”, które wątki historyczne mają największą wartość?
Na pewno akcja odbicia więźniów przez połomskich partyzantów, do której doszło 3 lipca 1944 roku. Temu wydarzeniu, które znają chyba wszyscy mieszkańcy Połomi i nie tylko, poświęciłam cały rozdział. To wtedy grupa słabo uzbrojonych mężczyzn należących do AK, dokonała czegoś, co mogło wydawać się niemożliwe. Brawurowo odbiła kilku więźniów przewożonych przez Niemców z Niebylca do Rzeszowa oraz ocaliła listę ponad 600 nazwisk, na której znajdowały się osoby podejrzane o współpracę z AK. Wiele lat temu opowiadała mi o tym moja śp. babcia Anna Drążek, która wraz z mężem, moim dziadkiem Piotrem, próbowała ochronić swojego sąsiada Tadeusza Kawalca przed więzieniem. Niestety, został aresztowany, a potem w akcji odbicia więźniów partyzanci nie zdołali go uratować. Trafił do obozu Sachsenhausen, a potem Mauthausen, gdzie zmarł w marcu 1945 r. Na pamiątkę wydarzeń z lipca 1944 r. tuż po wojnie wybudowano pomnik Grunwaldu z napisem „1410 – 1945” będący symbolem zwycięstwa. W latach 60. XX wieku pomnik przebudowano. Można go zobaczyć jadąc drogą nr 19 w stronę Niebylca, Sanoka czy też w Bieszczady.
Kolejne ważne wydarzenie historyczne opisane w książce miało miejsce w Strzyżowie. We wrześniu 1939 roku Niemcy zamordowali kilku Żydów, którzy nie zgodzili się zamiatać ulic w szabas. Ich ciała przez kilka godzin leżały w centrum miasta, dopiero potem mieszkańcy Strzyżowa złożyli je na cmentarzu na Żarnowskiej Górze.
W powieści wiele jest autentycznych akcentów z przeszłości, jak chociażby odezwa do mieszkańców Strzyżowa, by kupowali tylko w polskich sklepach. Wspomniana odezwa przygotowana przez Zarząd Stowarzyszenia Kupców i Przemysłowców Polskich, ukazała się w styczniu 1938 roku i znalazło się w niej m.in.: „Przedstawiając niniejszy spis firm chrześcijańskich w Strzyżowie, prosimy o ich wsparcie, o korzystanie z ich usług z całym zaufaniem. Każdy grosz wydany w sklepie chrześcijańskim zwiększa stan posiadania polskiego handlu, stwarza chleb dla młodzieży biorącej się do handlu, powoduje spolszczenie się naszych miast i miasteczek, przybliża chwilę utworzenia się polskiego stanu średniego.” Szeroko przypominam też historię samego Strzyżowa, dzieje miasta i jego mieszkańców.
Twoja fascynacja wydaje się uzasadniona. Z tymi ziemiami związani byli: Julian Przyboś, znakomity poeta urodzony w Gwoźnicy czy Stanisława Kopiec, utalentowana poetka, całe życie związana z Lubenią. Wsią tylko przez wzgórze sąsiadującą z Połomią.
To ważne nazwiska polskiej poezji XX wieku. Przed laty zwyciężyłam w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Stanisławy Kopiec „O Lubeński Dzwon”, w którym nagrodzony został mój wiersz „Niebieska kolejka”, poświęcony pani Stanisławie i inspirowany jej twórczością.
„Jutro może być za późno” to historia przedwojennej miłości, ale też współczesna opowieść, jak na nowo zbudować się po trudnych doświadczeniach. Jak Ty streściłabyś tę książkę?
Dla mnie to powieść o miłości, która opiera się upływowi czasu, biegowi historii. W przypadku Sary i Ignacego miłość jest czystym, niewinnym, młodzieńczym uczuciem, mimo to trwającym dekady. Nieprzemijającym nawet po śmierci obojga bohaterów. Dzieje Malwiny to współczesna historia poszukiwania samego siebie, uczucia i swojego miejsca na świecie.
Obie powieści: „Jutro może być za późno” i „Pomiędzy nami tajemnice” prowadzisz w dwóch liniach czasowych, a Twoich bohaterów dzieli nawet 100 lat. Dlaczego?
Dzięki temu mogę pokazać historię Strzyżowszczyzny w szerokim kontekście. Taki zabieg jest też bardzo atrakcyjny dla czytelnika. Obserwuje, jakie koło zatacza los i jak w kolejnych pokoleniach może rozkwitnąć historia, która wykiełkowała wiele lat wcześniej. Wierzę i potwierdzam siłę pokoleń, to jak losy przodków są nierozwiązalnie związane z naszymi. Współczesne historie w moich powieściach nigdy by się nie zdarzyły, gdyby nie sploty wydarzeń z przeszłości.
Te książki są zapisem także Twoich historii rodzinnych?
Powieści bazują głównie na mojej wyobraźni, ale ważna jest też historia i opowieści, które przekazywano mi przez lata. One karmiły moją wyobraźnię. Babcia Anna i dziadek Piotr Drążkowie pojawiają się w jednym zdaniu powieści „Jutro może być za późno”, choć nie wymieniam ich z nazwiska. Opisuję ich w scenie, gdy sąsiedzi chcieli ukryć Tadeusza Kawalca. Tymi sąsiadami byli właśnie moi dziadkowie, ale mężczyzna się nie zgodził. Wiedział, że jeśli tak zdecyduje, Niemcy zabiorą jego żonę i dzieci. Babcia wielokrotnie wspominała tę historię, gdy prosiłam, by opowiedziała coś z czasów wojny. Od niej też słyszałam, ile złego spotkało tutejsze kobiety ze strony Rosjan podczas I wojny światowej. W książce pada zdanie „o wojnie, która kiedyś już była i zostawiła tu bękarty po Moskalach”. Pisząc książkę czerpałam także z zapisków śp. pani Lucyny Podolskiej, która była moją nauczycielką, miłośniczką folkloru i regionalistką. To ona zaszczepiła we mnie pasję do studiowania historii swojej małej ojczyzny.
Pisząc czerpiesz pełnymi garściami z rysów psychologicznych bliskich i znajomych?
Zwykle są to w całości fikcyjne postaci, choć w pewnych dialogach wykorzystuję zasłyszane słowa. Zawsze mam przy sobie notatnik, w którym staram się zapisywać najciekawsze pomysły.
W kluczowych momentach powieści pojawia się motyl cytrynek. Zjawia się niczym wysłannik z zaświatów…
To jedyny europejski motyl zimujący w opadłych liściach. Motyl jest powszechnie uznawany za symbol przemiany, odrodzenia, duchowej transformacji oraz wolności; niesie nadzieję na nowy początek. Żółty kolor jest symbolem radości, szczęścia i optymizmu. W powieściach pojawia się w kluczowych monetach życia Malwiny, ale też Ignacego i Sary. Zawsze wtedy, gdy podejmują przełomowe decyzje w swoim życiu. Umiejmy czytać znaki…
Niezwykle czule pochylasz się nad wielokulturową historią ziem, które opisujesz, a które przed wojną zamieszkiwała ludność polska, żydowska i ukraińska.
Zależy mi, by przypominać o wielokulturowości tego regionu i jej wpływie na naszą codzienność. Przechodząc przez Strzyżów czy Niebylec na każdym kroku widać ślady przedwojennej przeszłości. Historie miłosne wydają mi się najlepszym pretekstem do pokazania różnic między nacjami, kulturami i religiami, a jednocześnie bogactwa z tego wynikającego.
Miłość przeplata się też z naturalistyczni opisami przedwojennej wsi galicyjskiej. Sceny niczym z „Chłopek” Joanny Kuciel-Frydryszak.
„Chłopki” przeczytałam już po napisaniu „Jutro może być za późno”, gdzie w losach rodziny Wdowiaków chciałam pokazać nędzę życia na wsi. Opisując tamte historie posiłkowałam się wspomnieniami moich dziadków ze strony mamy, babci Emilii i dziadka Józefa oraz taty, babci Anny i dziadka Piotra. To były smutne historie, od których dzielą nas ledwie dwa pokolenia.
By te historie udokumentować trzeba czasu i cierpliwości. Twój warsztat to codzienne pisanie?
Na co dzień pracuję w szkole, jestem żoną i mamą, pisanie wymaga więc dużej dyscypliny. Staram się to robić regularnie. Chciałabym pisać codziennie, ale zazwyczaj zostają 3-4 godziny kilka razy w tygodniu. Nie ma mowy o natchnieniu – nie wiem, co to jest. Siadam do pisania, gdy mam nieco wolnego czasu i piszę, choć niektóre sceny powstają bardzo szybko, inne wymagają mozolnej pracy.
Przed rozpoczęciem nowej książki masz rozpisany scenariusz powieści z głównymi bohaterami i najważniejszymi wydarzeniami?
Mam plan ogólny, najważniejszych bohaterów, ale nie wiem, gdzie dotrą na ostatnich stronach powieści. Pisząc „Pomiędzy nami tajemnice” od początku wiedziałam, że akcja będzie się działa w Niebylcu. Podobnie było z „Jutro może być za późno” – planując powieść było dla mnie oczywiste, że historię osadzę w Strzyżowie. Kolejnym etapem jest charakterystyka bohaterów, którym nieustannie modyfikuję losy, a postaci drugoplanowe niekiedy nawet dla mnie bywają zaskoczeniem. Pojawiają się wraz z rozwojem akcji. Pisząc „Jutro może być za późno” nieustannie „przeskakiwałam” pomiędzy bohaterami z przeszłości i współczesnymi postaciami. Wymagało to sporej uważności i nieustannej obecności pod ręką kartki z charakterystyką poszczególnych rozdziałów.
Najtrudniejszy jest zawsze pierwszy rozdział?
Tak. Zwykle przesądza o całej powieści. Kiedy zaczynałam pisać pierwszy rozdział w „Jutro może być za późno”, zredagowałam około 8 stron i na dłużej zostawiłam go do przemyślenia. Gdy wróciłam do pisania, tak intensywnie go modyfikowałam, że ostatecznie w ogóle nie pojawił się w książce. Mimo to pozwolił poprowadzić historię w innym, ciekawszym kierunku.
Czy podobnie jak czytelnicy przywiązujesz się do swoich bohaterów i pożegnanie z nimi bywa bolesne?
Bardzo się do nich przywiązuję. Przez kilka miesięcy pisania stają się moimi dobrymi znajomymi, których na jakiś czas muszę pożegnać, gdy wysyłam tekst do wydawnictwa, by potem zobaczyć się z nimi znowu, już na wydrukowanych stronach. Lubię, gdy są szczęśliwi, mimo to staram się komplikować ich losy. Smutno było żegnać się z Ignacym i Sarą, ale ich śmierć jest konsekwencją przemijania, jednocześnie pozwala młodszym postaciom, jak choćby Malwinie rozpocząć nowy etap w życiu.
Remedium na tę tęsknotę jest plan na kolejną książkę?
Tak (śmiech). Mam już prawie gotową dwutomową powieść, której akcja toczy się w XIX wieku na terenie obecnego powiatu strzyżowskiego, ale nie wiem, jakie będą jej losy. Przede mną rozmowy z wydawcami. Inne plany? W fazie przygotowań do druku jest kameralna publikacja związana z moim zawodem. Pracuję z dziećmi nad poprawną wymową i ogromnie się cieszę, że z tych doświadczeń wyrosła niewielka książeczka będąca zbiorem wierszyków logopedycznych. Myślę też o kolejnych powieściach. Pomysły są już rozpisane.
Katarzyna Grzebyk, dziennikarka, logopedka, autorka książek: „Sekrety Rzeszowa” (wspólnie z Aliną Bosak) oraz „Tajemnice okolic Niebylca” (we współpracy z dr. Antonim Chuchlą). „Pomiędzy nami tajemnice” w 2024 roku była jej debiutem powieściowym. W lutym tego roku ukazała się kolejna powieść obyczajowa „Jutro może być za późno”. Swoją przygodę z pisaniem zaczynała kilkanaście lat temu pracując jako dziennikarka w GC „Nowiny”, dzienniku „Super Nowości”, magazynie „VIP Biznes i Styl” oraz portalu BIZNESISTYL.pl. Jej opowiadanie „Byłam w afrykańskiej ciąży” zostało wyróżnione w Ogólnopolskim Konkursie Literackim pt. „Afryka to kontynent w kształcie ludzkiego serca” w 2012 roku. W 2015 roku wierszem pt. „Niebieska kolejka” wygrała III Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Stanisławy Kopiec.
Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.
Ściśle niezbędne ciasteczka
Niezbędne ciasteczka powinny być zawsze włączone, abyśmy mogli zapisać twoje preferencje dotyczące ustawień ciasteczek.
Jeśli wyłączysz to ciasteczko, nie będziemy mogli zapisać twoich preferencji. Oznacza to, że za każdym razem, gdy odwiedzasz tę stronę, musisz ponownie włączyć lub wyłączyć ciasteczka.