Sport

Ostatni krok. Polska gra ze Szwecją o mundial

Źródło: PZPN
Dodano: 31.03.2026
Foto: Piotr Zieliński po zdobyciu bramki w meczu z Albanią / Źródło: PZPN
Foto: Piotr Zieliński po zdobyciu bramki w meczu z Albanią / Źródło: PZPN
Share
Udostępnij

Są mecze, które zamykają pewien etap i decydują o dalszych losach drużyny. Ich stawka jest ogromna, przyciągają uwagę wszystkich i przyspieszają bicie serca nawet najbardziej doświadczonym piłkarzom. Finał baraży o udział w wielkim turnieju to niewątpliwie jedno z takich wydarzeń. We wtorek (31 marca) o godzinie 20:45 na Strawberry Arena w Solnie reprezentacja Polski w bezpośrednim boju o awans na mundial zmierzy się ze Szwecją.

– To najważniejszy mecz w mojej karierze – powtarza selekcjoner Jan Urban. Większość jego podopiecznych nawet nie musi mu wtórować. Takimi spotkaniami pisze się historię i jednocześnie wyznacza kierunek, w którym w kolejnych miesiącach podążać będzie reprezentacja. Biało-czerwoni mogą za dwa miesiące zacząć mundial meczem z Tunezją. Jeśli jednak we wtorek przegrają, o punkty zagrają dopiero we wrześniu w Lidze Narodów.

Stawka jest ogromna, a z perspektywy piłkarzy najlepiej jest o niej… nie myśleć. Ranga takiego meczu potrafi sparaliżować nawet najbardziej doświadczonych. Być może z tego powodu obaj selekcjonerzy próbowali odsunąć od swoich drużyn miano faworyta.

– Zawsze uważałem, że Szwecja to na papierze najsilniejszy zespół w naszej ścieżce barażowej. Mecz z Ukrainą to potwierdził – podkreśla Jan Urban, dodając, że potencjał sportowy Polaków i Szwedów jest podobny, ale rywalom delikatną przewagę daje atut własnego stadionu.

>>> JAN URBAN: POTENCJAŁ OBU DRUŻYN JEST BARDZO WYRÓWNANY <<<

Z korzyścią z bycia gospodarzem zgadza się trener Szwedów. Graham Potter zauważa jednak, że trudno nazywać faworytem takiego meczu kogoś, kto w fazie grupowej kwalifikacji nie wygrał żadnego z sześciu spotkań, a w barażach bierze udział tylko dzięki wcześniejszej postawie w Lidze Narodów. – Mówiąc o faworycie, powinniśmy spojrzeć, który z zespołów zdobył więcej punktów w swojej grupie eliminacyjnej – zaznaczył. 

Trening Polaków na Strawberry Arena

fot. Cyfrasport

Słuchając wypowiedzi obu trenerów można odnieść wrażenie, że oni pewną grę między sobą już rozpoczęli. Intrygującą zagadką aż do pierwszego gwizdka sędziego pozostanie natomiast najistotniejsza kwestia – ich autorskich pomysłów na ten mecz.

Szwedzi w czwartkowym półfinale przeciwko Ukrainie byli pragmatyczni. Cofnęli się do niskiej obrony i oddali piłkę rywalom. Mieli nieco ponad 30% posiadania i ponad dwa razy mniej podań. Wybijali przeciwnika z rytmu i czekali na szybkie ataki z udziałem dynamicznych Anthony’ego Elangi oraz Viktora Gyokeresa. Inna sprawa, że prowadzili już od szóstej minuty i nie musieli silić się na nic innego.

Ostatecznie wygrali pewnie (3:1), czym mocno rozbudzili apetyty wśród swoich kibiców. Ci od stanu beznadziei za kadencji Jona Dahla Tomassona w ciągu trzech meczów kadry Pottera, a w szczególności tego czwartkowego w półfinale baraży, zdążyli przejść niemal do euforii. Szwedzcy fani i dziennikarze od kilku dni przedstawiają reprezentację Polski jak gdyby ta była wyłącznie formalną przeszkodą na drodze do mundialu.

Znacznie więcej pokory jest nad Wisłą. Tutaj nawet najgorętsze głowy ostudziła trudna przeprawa z Albańczykami. 

Trening Polaków na Strawberry Arena

fot. Cyfrasport

Do naszej drużyny wraca na ten mecz Nicola Zalewski, który odbył już karę zawieszenia za żółte kartki z wcześniejszej fazy kwalifikacji. To świetna informacja, podobnie zresztą jak fakt, że wszyscy reprezentanci Polski są zdrowi i gotowi do gry. W przeciwieństwie do Szwedów, którzy w marcu w ogóle nie mogli skorzystać ze swoich gwiazd – Dejana Kulusevskiego i Alexandra Isaka – a po starciu z Ukrainą do grona kontuzjowanych dołączyli Eric Smith i Isak Hien. Dla gospodarzy szczególnie odczuwalna może okazać się absencja tego drugiego – obrońcy Atalanty Bergamo.

Mecz Polaków ze Szwedami w finale baraży o udział w mistrzostwach świata budzi oczywiste skojarzenia ze spotkaniem sprzed czterech lat, które biało-czerwoni wygrali 2:0 po golach Roberta Lewandowskiego i Piotra Zielińskiego. Ani jednak to, ani też fakt, że Polacy nie wygrali w Szwecji od blisko stu lat, nie będzie miało we wtorek znaczenia. – Historia niech zostanie historią. My tutaj piszemy swoją przyszłość – zapowiada Jakub Kamiński.

>>> JAKUB KAMIŃSKI WRESZCIE W SWOIM MOMENCIE. NA TAKI MECZ CZEKAŁ LATAMI <<<

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, ten rozdział zakończy się happy endem, a za pisanie kolejnego biało-czerwoni zabiorą się już na mistrzostwach świata w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku. Byłby to trzeci z rzędu, a dziesiąty w historii mundial z udziałem naszej reprezentacji. Na wielkich turniejach Polacy grają nieprzerwanie od EURO 2016. Niech ta passa się nie kończy!

Finał baraży o udział w MŚ pomiędzy Szwecją a Polską rozpocznie się we wtorek (31 marca) o godzinie 20:45. Transmisja w TVP 1 i TVP Sport, a także na stronie internetowej oraz w aplikacji TVP Sport.

Czytaj także:

Share
Udostępnij

Nasi partnerzy