Reklama

Poznaj region

Pierwsza na świecie kopalnia ropy i fortuny z Podkarpacia

Aneta Gieroń
Dodano: 04.12.2023
Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza w Bóbrce. Wiertnica ręczna z 1862 roku, służąca do wiercenia metodą udarową płytkich otworów. Fot. Tadeusz Poźniak
Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza w Bóbrce. Wiertnica ręczna z 1862 roku, służąca do wiercenia metodą udarową płytkich otworów. Fot. Tadeusz Poźniak
Share
Udostępnij

Pieniądz nie śmierdzi. Wystarczy czubek nosa wściubić do kolby z ropą naftową, by przekonać się, że miliony z czarnego złota odurzają zapachem żywicy, lasu i ziemi. Ponad 100 lat temu Podkarpacie, a właściwie Galicja, miała być rajem na ziemi niczym Teksas albo Kuwejt. Tutaj z dnia na dzień zdobywano największe w Europie fortuny, i tutaj narodził się przemysł naftowy z pierwszą na świecie kopalnią w Bóbrce koło Krosna, gdzie ropę naftową zaczęto wydobywać na skalę przemysłową. I choć Polski nie było wtedy na mapie Europy, to na przełomie XIX i XX wieku od Gorlic po Lwów unosił się zapach ropy naftowej i pieniędzy.  

Pewnie trudno w to uwierzyć, ale z najbardziej pożądanym surowcem naturalnym na świecie, Podkarpacie ma zadziwiająco dużo wspólnego. Na Podkarpaciu, w Zadusznikach koło Mielca urodził się Ignacy Łukasiewicz, nieprzyzwoicie skromny i pracowity farmaceuta oraz chemik, który w lwowskiej aptece “Pod Złotą Gwiazdą”, która należała do Piotra Mikolascha, wspólnie ze swoim kolegą, Janem Zehem pochodzącym z Łańcuta, prowadził badania nad destylacją ropy naftowej. W 1853 roku Łukasiewicz i Zeh, podgrzewając ropę do temperatury 200-250 st. Celsjusza, uzyskali ciecz, którą potem rafinowali stężonym kwasem siarkowym i roztworem sodu. Otrzymali tak naftę, która (używając lampy zaprojektowanej przez Łukasiewicza, a wykonanej przez lwowskiego blacharza Bratkowskiego) oświetliła wystawę apteki. Samą lampę naftową po raz pierwszy wykorzystano 31 lipca 1853 roku w szpitalu na lwowskim Łyczakowie, by w nocy przeprowadzić operację wyrostka robaczkowego. Pacjent szczęśliwie przeżył, a lipcową datę przyjmuje się za początek przemysłu naftowego na świecie. 

– Genialność odkrycia Łukasiewicza polegała na tym, że udało się wykorzystać naftę jako paliwo, które paliło się jasnym płomieniem, dawało dużo światła i mało dymu. W lampie naftowej zastosowano też porowaty knot, który bardzo dobrze wchłaniał naftę. Knot był osłonięty, nie było otwartego płomienia, a tym samym lampa była o wiele bezpieczniejsza od wcześniej używanych świec i kaganków – tłumaczy Michał Górecki z działu historycznego Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazownictwa im. Ignacego Łukasiewicza w Bóbrce.

Lampa naftowa zrewolucjonizował życie człowieka

Gdybyśmy dziś chcieli określić wagę i znaczenie, uzyskania przez Łukasiewicza nafty z ropy naftowej, musielibyśmy tamto odkrycie porównać do współczesnego zastosowania komputera. Oba te wynalazki zrewolucjonizowały życie człowieka. Sama destylacja ropy dokonana przez Łukasiewicza, choć przełomowa w swoim znaczeniu, już w niespełna trzy dekady później przyćmiona została kolejnym genialnym odkryciem, tym razem żarówki przez Thomasa Edisona. Nie zmienia to jednak faktu, że lampa naftowa na długie dziesięciolecia pozostawała cudownym dobrodziejstwem, zwłaszcza na polskiej prowincji, gdzie elektryfikacja przebiegała wiele dziesięcioleci później od daty odkrycia zarówno lampy naftowej jak i żarówki. 

Wynalazek Łukasiewicza przyczynił się przede wszystkim do eksplozji przemysłu naftowego na świecie. W 1854 roku w Bóbrce koło Krosna Łukasiewicz założył pierwszą kopalnię, gdzie ropę naftową wydobywano ręcznie wiadrami na skalę przemysłową. Magazynowano w drewnianych zbiornikach i beczkami na konnych wozach przewożono do destylarni, które były odpowiednikiem dzisiejszych rafinerii. Amerykanie pierwsze kopalnie ropy naftowej uruchomili cztery lata po Łukasiewiczu, w 1858 roku i były to już odwierty, a nie ręcznie kopane szyby, skąd ropę pompowano. I tak Polacy, choć byli pierwsi na świecie, pod względem technicznym szybko zostali zdystansowani przez Amerykanów.

Naftowe szaleństwo w Galicji 

Apogeum naftowego szaleństwa na terenach byłej Galicji i na świecie nastąpiło pod koniec XIX wieku i początku XX wieku. Wtedy odkryto bardzo bogate złoża ropy naftowej w okolicach Borysławia i Drohobycza ( miejscowości dziś położone na Ukrainie), a na początku XX wieku Rudolf Diesel skonstruował silnik spalinowy, do którego w ówczesnych czasach jedynym paliwem była ropa. To spowodowało, że świat oszalał na punkcie ropy naftowej i w tym szaleństwie trwa do dziś.  

Historyczny, ponad 250-kilometrowy Szlak Naftowy, który od kilku lat jest jedną z największych atrakcji turystycznych nie tylko Podkarpacia, ciągnie się od Jasła, przez Krosno, Bóbrkę, Sanok, Lesko, Ustrzyki Dolne i dalej po stronie ukraińskiej przez Stary Sambor, Sambor, Drohobycz i Borysław po sam Lwów. Czyli dokładnie w tym rejonie, gdzie od połowy XIX wieku ropa naftowa była najbardziej pożądanym skarbem, odmieniającym życie wielu osób z całej Europy.  

Najstarsze szyby naftowe „Franek” i „Janina”

Dlatego jest coś fascynującego, gdy stoi się przy „Franku”, najstarszym czynnym szybie naftowym z XIX wieku, z którego w Bóbrce do dziś wiadrami wydobywa się ropę naftową. “Franek” ma ledwie 50 metrów głębokości, więc dokładnie tak jak w 1860 roku, kiedy powstał, tak samo dziś, po ponad 150 latach, można stanąć przy idealnie przez ropę zaimpregnowanych deskach i bez końca patrzeć na bulgoczącą, czarną, gęstą ciecz. Do tego ten zapach, metanu – gazu zawsze towarzyszącemu ropie, igliwia i ziemi. 

Szyb “Franek”. Fot. Tadeusz Poźniak

Na terenie muzeum do dziś pracuje 5 szybów, z czego dwa pochodzą z XIX wieku. Oprócz „Franka” jest jeszcze „Janina”, kopana ręcznie do głębokości 132 metrów, z której od XIX wieku do dziś pompuje się ropę naftową na skalę przemysłową za pomocą konika pompowego, pracującego dwa razy dziennie: rano i wieczorem, a ropę naftową za pomocą rurociągu przesyła się do zbiornika poza terenem muzeum, skąd cysterna zabiera ją do rafinerii w Jedliczu i z której robiona jest m.in. parafina. 

Tuż obok „Janiny”, nie sposób nie zwrócić uwagi na ręczną wiertnicę udarową zaprojektowaną w 1862 roku przez inżyniera Henryka Waltera, kierownika kopalni w Bóbrce. Ta wiertnica była przełomowym urządzeniem w kopalni Łukasiewicza. Nie dość, że w niebywały sposób polepszyła bezpieczeństwo pracy górników, to jeszcze wielokrotnie zwiększyła wydobycie, wbijając się po około pół metra dziennie w głąb ziemi. 

Czy można się więc dziwić, że do historycznej kopalni ropy naftowej w maleńkiej miejscowości pod Krosnem od dawna przyjeżdżają i arabscy szejkowie, amerykańscy milionerzy i każdy, choć trochę ciekawy świata. Na prawie 20 hektarach można zobaczyć, jak rodził się, rozwijał, zmieniał przemysł naftowy i gdzie nawet budynek administracyjny muzeum kształtem przypomina okrągłe zbiorniki z ropą i gazem. To w nawiązaniu do pierwszych kopanek ropy naftowej, gdzie łopatami i kilofem powstawały studnie do 200 metrów głębokie. W dodatku na Bliskim Wschodzie albo w Teksasie są tylko szyby i pustynia. A u nas las, pagórki i czarne złoto. Ze świecą szukać drugiego takiego miejsca na świecie. 

Nafciarze i lotnicy od Krosna pod Borysław

Największe naftowe szaleństwo na przełomie XIX i XX wieku było w okolicach ukraińskiego Borysławia i polskiego Krosna. Jeszcze przed I wojną światową do Galicji ściągali poszukiwacze przygód i fortun z całej Europy, Kanady i Stanów Zjednoczonych. Wielu zostało milionerami. M.in. Kanadyjczyk William Henry McGravey nazywany Naftowym Królem. To on wprowadził w Galicji najnowocześniejsze i najwydajniejsze sposoby poszukiwawcze, a w Gliniku Mariampolskim koło Gorlic założył fabrykę narzędzi wiertniczych oraz rafinerię. McGarvey doszedł w Galicji do takiego majątku i statusu społecznego, że młodszą córkę wydał za Eberharda Friedricha Alexandra Josepha Edwarda hrabiego von Zeppelin, bratanka sławnego wynalazcy i producenta sterowców.

Pod koniec XIX i na początku XX wieku dzisiejsze Podkarpacie, a zwłaszcza okolice Krosna, Sanoka, Leska i Drohobycza, to były bardzo ekskluzywne okolice i środowisko; sami nafciarze i lotnicy. Dziś brzmi to jak żart, ale jeszcze sto lat temu, nasz region zapowiadał się jak prawdziwy raj na ziemi, gdzie w kilka miesięcy nafciarz miał szansę zbić majątek życia. W okolicach Borysławia, na początku XX wieku, kopacz w miesiąc potrafił zarobić tysiąc złotych. W tamtych czasach to były ogromne pieniądze. Na kupno drewnianego domu wystarczyły 3 tys. zł.

Co pozostało po naftowej świetności Podkarpacia?

Tym bardziej jest smutno, gdy dziś pojedzie się do Borysławia i Drohobycza na Ukrainie. Po naftowej świetności nie ma tam śladu. Tuż za przejściem granicznym w Krościenku zaczyna się koszmar jazdy ukraińskimi drogami. Lokalne szosy są nawet szerokie, z wymalowaną przez środek linią ciągłą, której nikt nie respektuje, bo jeździ się tą stroną drogi, gdzie dziur jest mniej. Od granicy aż do Drohobycza za dnia jedzie się z prędkością około 25 km na godzinę, a o podróży nocą nawet nie ma co myśleć. Najgłębsze dziury spotyka się we wsiach i miasteczkach. Nikt ich nie zasypuje, bo dzięki temu wolno jadące samochody nie zagrażają pieszym i chodzącym luzem krowom. Do Drohobycza wjeżdża się drogą tak dziurawą jak ser szwajcarski. Ma się wrażenie, że miasto na własne życzenie próbuje odciąć się od świata.

Naftowa przeszłość nieśmiało prześwituje z pomiędzy zapuszczonych ogrodów i  willi drohobyckich milionerów: naftowców i adwokatów (przy ul. Mickiewicza), które uwiecznił na “ulicy Krokodyli” mieszkający nieopodal Rynku pisarz Brunon Schulz. Życie w mieście toczy się przed drohobycką gotycką farą, którą z trzech stron otaczają pomniki: Jurija Drohobycza, medyka i astronoma na dworze króla Kazimierza Jagiellończyka, papieża Jana Pawła II i Stepana Bandery, który najczęściej jest tłem zdjęć rodzinnych i ślubnych. Na ławkach wokół pomnika Jurija Drohobycza od rana do wieczora przesiadują miłośnicy gry w szachy i karty, babuszki wygrzewają się w słońcu. Czas się zatrzymał. Przechodnie zagadywani o przedwojenne zagłębie w Borysławiu i Drohobyczu zdają się być mocno zdziwieni. Tutaj? Ropa naftowa na początku XX wieku? Nic takiego nie wiemy – odpowiadają zgodnie młodzi i starzy mieszkańcy Drohobycza.

Fot. Archiwum Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza w Bóbrce

Regionalne Muzeum też zdaje się skutecznie zapominać o historii tych stron z XIX i początku XX wieku. – No tak, tak, była tu u nas ropa – macha ręką zniecierpliwiona zastępczyni dyrektora muzeum w Drohobyczu. – Ale nic specjalnie nie wiem.

Dlatego, jeśli szukać śladów świetności przemysłu naftowego w byłej Galicji lepiej kilka godzin spędzić na wycieczce po miejscowościach wokół Krosna. W tamtej okolicy właściwie nie ma wsi, w której nie byłoby śladów milionów zarobionych na ropie.

– Łukasiewicz był wyjątkowy. Na ropie dorobił się dużego majątku, ale sporą jego część rozdał potrzebującym. Budował kościoły, zakładał szkoły, żłobki, wspomagał powstańców styczniowych.  Od 1865 roku aż do śmierci w 1882 roku mieszkał w dworze w Chorkówce, ok. 7 kilometrów od Bóbrki. Przemysł naftowy przyniósł mu pieniądze, a on wykorzystał je m.in. na budowę szkoły w Bóbrce i kościoła w Zręcinie – mówi Michał Górecki. Wśród tych miejsc został też pochowany. Jego grób na cmentarzu w Zręcinie jeszcze pod koniec listopada tonie w świecach i kwiatach, jakie miejscowi przynieśli na Wszystkich Świętych. Zagadnięta na cmentarzu kobieta, natychmiast wskazuje duży grobowiec Łukasiewicza, a przy okazji dodaje: – Ten pomnik to tu wszyscy znają. Tak samo jak wszyscy wiedzą, że kościół w Zręcinie zbudowano dzięki hojności Łukasiewicza i jego wspólnika Karola Klobasy.

Ropa naftowa cenna od czasów starożytnych 

– Ropa naftowa znana była już w starożytności, używano jej jako budulec, element spajający kamienie. Także miejsce, gdzie występowała, uważane było za świątynię ognia. Bulgocząca substancja, nierzadko płonąca bez drewna działała na wyobraźnię naszych przodków – tłumaczy Michał Górecki. W XVII i XVIII wieku ropa wykorzystywana była jako smar do osi wozów, stosowano ją do konserwacji drewna, przygotowywano z niej lekarstwa na choroby skórne. Łemkowie od wieków, destylując na sucho drewno w ziemnych kopcach, pozyskiwali m.in. terpentynę, dziegieć (brunatną ciecz o właściwościach bakteriobójczych, używaną do leczenia chorób skórnych u ludzi i zwierząt). Zauważyli też, że maź można otrzymać po podgrzaniu i zagęszczeniu ropy, która zbierała się w naturalnych zagłębieniach. Jednak dopiero Ignacy Łukasiewicz zdołał wykorzystać ropę naftową na skalę przemysłową. W XXI wynaleziona przez niego nafta nie ma dużego znaczenia, a świat zapomniał o Łukasiewiczu. Nie zmienia to jednak faktu, że ropa naftowa, najbardziej dziś pożądany surowiec naturalny świata, na skalę przemysłową zaczął być wydobywany właśnie na Podkarpaciu, właśnie w maleńkiej Bóbrce koło Krosna!

Share
Udostępnij
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Nasi partnerzy