Rozgrywając swój pierwszy mecz Hard-Court Swing, Iga Świątek wyszła na prowadzenie 6:0, 3:0 nad Sarą Bejlek w zaledwie 45 minut. Musiała jednak walczyć przez niemal kolejną godzinę, aby pokonać waleczną Czechkę 6:0, 6:3 w godzinę i 34 minuty.
„Z pewnością to był dobry mecz i dobry początek sezonu na kortach twardych” – powiedziała później reporterom Świątek. „Jestem zadowolona z poziomu. Pierwszego seta grałam z dużą pewnością siebie i bardzo prosto, więc na pewno dobry. Potem, w drugim secie, fragmenty były podobne do pierwszego. Ale na pewno było kilka trudnych gemów, zwłaszcza ten długi. Dawno nie grałam takiego gema, więc cieszę się, że wygrałam i do końca grałam solidnie, więc na pewno dobry mecz”.
Obie tenisistki spotkały się już w drugiej rundzie tegorocznego Rolanda Garrosa – i choć Świątek wygrała tamto spotkanie 6:2, 6:3, to później przyznała, że szybkość i wszechstronność Bejlek sprawiły, że był to „trudny mecz”. Nic więc dziwnego, że rozstawiona z numerem 7 zawodniczka wyszła z bloków z impetem, wygrywając wspaniałą wymianę ciosów już przy pierwszym punkcie, a następnie trafiając returnem, który natychmiast przełamał serwis Bejlek.
To stworzyło podwaliny pod dominujący pierwszy set, w którym Świątek zdobyła siedem punktów, popełniła tylko trzy niewymuszone błędy i straciła łącznie zaledwie 11 punktów. W drugim secie, gdy awansowała do stanu 4:0, jej szanse na pierwsze zwycięstwo 6:0, 6:0 od czasu porażki zAmanda Anisimova w finale Wimbledonu w 2025 r.
Gorące uderzenia i walka do 13:0: Świątek zmarnowała okazję na 4:0, trafiając forhendem – a Bejlek, która zmieniała taktykę, grając drop shotami i przy siatce, próbując zyskać przewagę w meczu, wykorzystała okazję, by narzucić tempo. 38. tenisistka, która zdobyła swój pierwszy tytuł WTA w Abu Zabi w lutym, zdobyła najlepszy punkt meczu w kolejnym gemie – porywającej, 19-uderzeniowej wymianie, w której nie oddała dwukrotnie tego samego uderzenia, a zakończyła skośnym podaniem backhandowym.
Gdy przewaga Świątek spadła do 3:2, polska gwiazda musiała przebrnąć przez maraton 13-2, aby uniemożliwić Bejlek wyrównanie. W grze nie brakowało zarówno efektownych break-pointów, jak i tanich błędów, a forma obu zawodniczek wahała się. Świątek zdołała obronić dziewięć break-pointów, zanim w końcu wykorzystała swój szósty punkt gemowy, posyłając długi forhend Bejlek.
„Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że to aż tak długo trwa” – powiedziała Świątek. „Kiedy grałam, nie czułam tego. Ale na pewno wiedziałam, że ona zmarnowała kilka okazji, ja też zmarnowałam kilka okazji. Naprawdę chciałam być solidna, żeby zdobyć chociaż dwa punkty z rzędu, żeby wygrać, bo przecież na końcu właśnie tego potrzeba, żeby wygrać mecz, kiedy jest równowaga/przewaga, równowaga/przewaga, wiesz. Wiedziałam, że na pewno potrafię wykorzystać te okazje, bo dwie czy trzy z nich po prostu zmarnowałam, to był mój błąd. Wiedziałam, że mogę po prostu wrócić do solidności, a ona trochę mi pomogła w zamknięciu tego.”
Po tym pojedynku Świątek zdołała bezpiecznie przekroczyć linię mety, przypieczętowując swoją trzecią piłkę meczową, gdy rzut z siatki przyniósł jej korzyść. Jednak jej dorobek 24 niewymuszonych błędów w drugim secie to statystyka, którą będzie chciała poprawić w starciu z Viktoriją Golubić, która pokonała w trzeciej rundzie rozstawioną z numerem 31 Donnę Vekic 5:7, 6:2, 6:3.
Svitolina przechodzi przez 2-godzinny i 47-minutowy rollercoaster: Elina Svitolina, rozstawiona z numerem 9., mistrzyni Kanady z 2017 roku, musiała się jeszcze bardziej postarać w swoim pierwszym secie. Ukrainka przegrywała z Jessicą Bouzas Maneiro jednym setem i wynikiem 3:1, ale odrobiła straty i wygrała 6:7(5), 7:6(4), 6:4 w 2 godziny i 47 minut. Svitolina prowadziła również 5:0 w trzecim secie, ale musiała odeprzeć późny atak 63. w rankingu Hiszpanki, która szukała swojego drugiego zwycięstwa w Top 10 w tym sezonie.