Sport

Będzie głośno po tym półfinale Igi Świątek. Prawie trzy godziny walki.

przegladsportowy.onet.pl
Dodano: 23.08.2026
PAP/EPA/STR
PAP/EPA/STR
Share
Udostępnij

Iga Świątek krzyczała, frustrowała się i choć walczyła do samego końca, odrabiając stratę partii, to koniec końców przegrała w półfinale prestiżowego turnieju WTA 1000 w Cincinnati z Jessicą Pegulą. To oznacza, że nie wygra drugiego “tysięcznika” z rzędu. A zmarnowany punkt przy piłce setowej będzie jej się śnił przez wiele miesięcy.

Nasza reprezentantka przystępowała do półfinału w bardzo komfortowej sytuacji. Obrończyni mistrzowskiego tytułu w poprzedniej rundzie spędziła na korcie tylko 28 minut, bo Jelena Rybakina skreczowała przy stanie 1:4. Amerykanka miała natomiast za sobą dwa wymagające, trzysetowe pojedynki trwające łącznie ponad cztery godziny.

To właśnie świeżość mogła być jednym z największych atutów Świątek, która po triumfie w Toronto kontynuowała intensywny tenisowy maraton. 25-latka nie mogła jednak zapominać o tym, że zagra z bardzo wymagającą rywalką, która wygrała z nią dwa z trzech poprzednich pojedynków, w tym ćwierćfinał US Open 2024 rozgrywany właśnie na kortach twardych.

Deszcz, wiatr i… przełamanie za przełamaniem w meczu Peguli ze Świątek

Sobotni mecz, który z powodu deszczu został opóźniony, obie tenisistki rozpoczęły nerwowo. Przez pięć pierwszych gemów żadnej nie udało się utrzymać serwisu — dwukrotnie podanie straciła Pegula, a trzy razy przydarzyło się to Świątek. Seria przełamań przerwana została dopiero w szóstym gemie przez 32-latkę, która tym samym wyszła na prowadzenie 4:2.

Chwilę później nasza reprezentantka znów miała problemy przy serwisie. Po stracie punktu na 40:40 Polka nie wytrzymała i głośnym okrzykiem dała upust frustracji. Krótko po tym udało jej się jednak wygrać gema i zmniejszyć straty. W następnym podopieczna Francisco Roiga wypracowała sobie natomiast dwa break pointy i wyrównała stan rywalizacji.

Przy stanie 4:4 emocje zaczęły sięgać zenitu. Najpierw Świątek po zaciętym gemie zdołała utrzymać podanie i wyjść na 5:4, a chwilę później Pegula odpowiedziała tym samym, choć również potrzebowała do tego gry na przewagi. Obie zawodniczki coraz gorzej radziły sobie z nieustannie wiejącym, bardzo silnym wiatrem i nie kryły zdenerwowania.

Ostatecznie kluczowy okazał się gem nr 11, w którym tenisistka z USA, mimo stanu 15:40, uzyskała przełamanie, wychodząc na prowadzenie 6:5. Amerykanka dostała więc szansę, aby zamknąć partię przy własnym podaniu i wykorzystała ją już przy pierwszej piłce setowej, choć mocno pomogła jej w tym rywalka. Polka znalazła się przy siatce w dogodnej sytuacji, ale popełniła fatalny błąd i po 66-minutowej walce set padł łupem trzeciej rakiety globu.

Początek drugiej partii znów był bardzo nerwowy. Świątek już w pierwszym gemie musiała bronić break pointa, ale ostatecznie utrzymała podanie. Chwilę później sama miała okazję na przełamanie, jednak Pegula także wyszła z opresji i wyrównała na 1:1. Podobny scenariusz powtórzył się w następnym gemie serwisowym Polki — znów pojawiły się problemy i kolejne piłki na przełamanie dla Amerykanki, lecz 25-latka ponownie zdołała się uratować.

Wielkie emocje i duże nerwy! O awansie decydował trzeci set

Nasza tenisistka cały czas często spoglądała w stronę swojego boksu i głośno reagowała po nieudanych zagraniach. Z trybun dało się usłyszeć wskazówki jej sztabu, w tym te od Darii Abramowicz. Przy prowadzeniu 3:2 Świątek w końcu zadała skuteczny cios. Wypracowała dwa break pointy i wykorzystała już pierwszego. Przeciwniczka odpowiedziała jednak natychmiast — w kolejnym gemie przełamała naszą reprezentantkę do zera.

Raszynianka miała dobrą okazję, aby równie szybko jej się zrewanżować i odzyskać przewagę. Od stanu 40:15 przegrała jednak cztery kolejne punkty i zrobiło się 4:4.

Następnie 25-latka utrzymała podanie, choć i tym razem potrzebowała do tego gry na przewagi. Chwilę później zaatakowała natomiast przy serwisie przeciwniczki. Pegula obroniła pierwszą piłkę setową, ale przy kolejnej nie dała już rady. Tym samym Świątek wygrała drugą odsłonę rywalizacji 6:4, doprowadzając do decydującego seta.

Finałowa partia to od samego początku prawdziwy rollercoaster. Zdecydowanie lepiej zaczęła ją Świątek, uzyskując w czwartym gemie przełamanie i wychodząc na 3:1. Amerykanka nie złożyła jednak broni, zaczęła grać jeszcze lepiej i szybko odrobiła całe straty. Miała też break pointa na 4:3, ale Polka wyszła z opresji i powróciła na minimalne prowadzenie.

Iga Świątek walczyła jak lew. Ale nie obroni tytułu w Cincinnati

Niestety, na więcej rozpędzona Pegula już nie pozwoliła. Najpierw 32-latka bardzo pewnie wygrała własny gem serwisowy, a chwilę później ponownie mocno nacisnęła przy podaniu obrończyni tytułu. Polka zdołała obronić trzy break pointy, ale przy czwartej okazji popełniła podwójny błąd serwisowy i w najgorszym możliwym momencie straciła serwis.

Kilka chwil później Amerykanka dopełniła dzieła. Pewnie utrzymała własne podanie i zamknęła spotkanie, wykorzystując pierwszą piłkę meczową. Co ciekawe, łącznie obie tenisistki popełniły aż… 106 niewymuszonych błędów — 51 Pegula, a 55 Świątek.

W wielkim finale zmierzy się z Coco Gauff lub Sarą Bejlek. O ile obecność na tym etapie Amerykanki nie jest żadnym zaskoczeniem, o tyle Czeszki już jak najbardziej tak. 20-latka gra jednak turniej życia i wyeliminowała już m.in. Barborę Krejcikovą, Arynę Sabalenkę oraz Madison Keys. Początek tej rywalizacji ok. godz. 3.30 w nocy czasu polskiego.

Share
Udostępnij

Nasi partnerzy