Kamil Majchrzak wygrał swój pierwszy turniej ATP w karierze. W niedzielnym finale w ‘s-Hertogenbosch pokonał Alexa De Minaura 6:3, 2:6, 7:6(5). O triumfie zadecydował tie-break o niezwykle dramatycznym przebiegu.
Historia Majchrzaka jest przykładem dla wielu sportowców, którzy w kluczowym momencie kariery znaleźli się na poważnym zakręcie. Po pozytywnym wyniku testu antydopingowego Polak walczył bardzo długo, by udowodnić, że wykryty w grudniu 2022 roku niedozwolony środek znalazł się w jego organizmie nieumyślnie. I to zrobił, otrzymał wyrok sądu, jednak częściowo zawieszenie zostało podtrzymane, przez co nasz tenisista wrócił do gry po ponad roku. Oznaczało to okrągłe 0 punktów rankingu i konieczność ponownego przebijania się przez niżej notowane turnieju.
Majchrzak nie tylko wrócił na swój poprzedni poziom, ale dodatkowo przebił go i aktualnie zalicza najlepszy okres w karierze. W ubiegłym sezonie dotarł do czwartej rundy Wimbledonu i trzeciej US Open, gdzie po raz pierwszy w karierze pokonał zawodnika z pierwszej 10 rankingu (Karena Chaczanowa).
Takiej serii jak w s’Hertogenbosch jeszcze jednak nie miał. W ćwierćfinale i półfinale pokonał odpowiednio Felixa Augera-Aliassime (nr 4 światowego rankingu) i Daniiła Miedwiediewa (nr 8) bez straty seta. W finale czekał szósty w zestawieniu De Minaur, a Majchrzak wcale nie był bez szans.
Majchrzak z pierwszym triumfem w ATP w karierze!
Było to widoczne już po pierwszych trzech gemach. Dwa serwisowe Majchrzak wygrał stosunkowo łatwo, natomiast przy podaniu Australijczyka panowie stoczyli bardzo długi bój, w którym obaj mieli po kilka szans na zwycięstwo i co najmniej kilka świetnych zagrań i wymian. Ostatecznie, przy czwartej próbie przełamania, wygrał Majchrzak.
Z perspektywy czasu drugi gem spotkania okazał się niezwykle istotny. Polski tenisista grał znakomicie przy własnym podaniu, a De Minaur przez całą partię nie doczekał się choćby breakpointa. Najbliżej był przy stanie 5:3, kiedy Majchrzak nie wykorzystał stosunkowo łatwej piłki setowej i doszło do gry na przewagi. Tam jednak serwis ponownie zadziała i to Polak wygrał 6:3.
W drugiej partii Australijczyk nieco się “obudził”, jednak w dużej mierze problemy Majchrzaka wynikały z jego własnej gry. Sporo błędów, czasem robionych seriami, sprawiło że został przełamany już w pierwszym gemie seta. I o ile ze stanu 0:2 udało mu się wyrównać na 2:2, o tyle żadnego gema więcej Majchrzak już nie wygrał. Mimo szans, mimo przebłysków formy z pierwszego seta, błędów było po prostu zbyt wiele.
W trzeciego seta zdawało się, że to De Minaur wszedł jako zawodnik bardziej pewny siebie. Do stanu 3:3 pewnie wygrywał gemy serwisowe, jednocześnie tworząc zagrożenie przy podaniu Majchrzaka. Polak przetrwał jednak “dołek”. A w siódmej partii zaskoczył. Znów popisywał się “zabójczym” returnem. Wykorzystał czwarty breakpoint, dzięki czemu znalazł się w dobrej pozycji.
Radość polskich kibiców szybko została uspokojona. Już w kolejnym gemie doszło bowiem do przełamania powrotnego. Co więcej: po nim wrócił obraz gry z początku partii. De Minaur, gdy wprowadzał piłkę, wygrał “na czysto”. Majchrzak w “swoich” gemach musiał się zaś pomęczyć.
Przy wyniku 6:6 niezbędny do rozstrzygnięcia był tie-break. W nim kluczowymi okazały się podwójne błędy serwisowe Australijczyka. De Minaur właśnie w taki sposób rozpoczął grę, pozwalając Majchrzakowi zbudować przewagę (było 3-0, później 5-2). Pomimo, że odrobił stratę miniprzełamań, w kluczowej chwili znów pomylił się przy wprowadzaniu piłki. Majchrzak wygrał tie-break 7-5, pieczętując pierwszy triumf w karierze.