Cztery mecze, cztery zwycięstwa – tak zmagania w Melbourne Park otworzyli w poniedziałek reprezentanci Polski. A na deser został przecież mecz Igi Świątek, która cztery miesiące temu z Yue Yuan uporała się w Pekinie bez większych problemów. Dziś te kłopoty na początku się pojawiły, Chinka wygrała dwa pierwsze gemy. Polka szukała właściwego rytmu, a zanim go znalazła, minęło ponad pół godziny. Iga musiała odrabiać straty, przegrywała już 3:5. Wygrała jednak 7:6 (5), 6:3.
Taki początek Australian Open zakładali chyba tylko najwięksi optymiści: cztery spotkania pierwszej rundy, cztery zwycięstwa Biało-Czerwonych. Magdalena Fręch, Magda Linette, Linda Klimovicova i Kamil Majchrzak swoją pracę wykonali wzorowo, a przecież dziś została jeszcze na największym stadionie Roda Lavera Iga Świątek, a we wtorek – Hubert Hurkacz. Pojawiła się realna szansa na wprowadzenie całej szóstki do kolejnego etapu. I nie ukrywajmy – Iga była tu pewniakiem.
Z Chinkami Polka w karierze radziła sobie znakomicie, przegrała w karierze zawodowej tylko jedno spotkanie. Choć może właśnie to najważniejsze, w olimpijskim półfinale w Paryżu. Z Yue Yuan wygrała pod koniec września w Pekinie – dość gładko, 6:0, 6:3. Miała problemy na początku drugiej partii, ale samo spotkanie większej historii nie posiadało.
Podobnego scenariusza można było oczekiwać dzisiaj. Natomiast już na pewno nie takiego, że Iga może z Yuan przegrać. Bo skoro nie przegrała pierwszego spotkania w klasycznym turnieju od 4,5 roku, to dlaczego miałoby stać się akurat teraz?
I to z zawodniczką, która dwa tygodnie temu przegrała w challengerze WTA 125 w Canberze z Poliną Kudiermietową 1:6, 0:6?
Australian Open. Iga Świątek kontra Yue Yuan w pierwszej rundzie. Zaskakujący początek
Tym razem spotkania zaczęło się jednak zupełnie inaczej niż w Pekinie. Polka zaczęła od serwisu, pierwsze podanie kulało, a Chinka miała jasną taktykę – atakować drugi serwis Igi. I korzystała z tego, jej returny trafiały w pole gry. Nasza wiceliderka rankingu też była trochę “zardzewiała”, nie poczuła jeszcze kortu na Rod Laver Arenie, choć z tym obiektem zapoznała się po długiej przerwie w zeszłą środę, w zawodach “1 Point Slam”.
Jedno przełamanie nie było jeszcze powodem do stresu, podwyższenie przez Yuan na 2:0 – również. Gdy jednak Chinka w kolejnym gemie wywalczyła break pointa na 3:0, zrobiło się już jednak nerwowo. Mało tego, Yue dobrze odpowiedziała returnem, ale ostatnie słowo należało do Igi. I chwilę później Polka dołożyła dwie kolejne udane akcje, na jej koncie pojawiła się jedynka.
A wkrótce było już 3:3 – i wydawało się, że wszystko wraca do sytuacji, którą zakładaliśmy. A tymczasem już za moment Polka została ponownie przełamana, pojawiły się aż dwa podwójne błędy serwisowe, w sumie tych niewymuszonych miała już 14. Po siedmiu gemach.
Za moment Chinka dostała nowe piłki, na ósmego gema. I perfekcyjnie ten atut wykorzystała, Iga nie miała za wiele do powiedzenia. Zanosiło się już na to, że po raz pierwszy od siedmiu lat przegra seta otwarcia w tym turnieju. Po twarzy Polki było widać, że jest sfrustrowana.
Było więc 3:5, Raszynianka znalazła się w niebezpiecznym położeniu. Wygranie swojego gema nie było nawet połowę drogi Polki do pozostania w grze, trzeba było jeszcze przełamać Chinkę. I wreszcie Iga zagrała niemal wzorowego gema, rywalkę chyba też jednak “zjadła” presja. Wcześniej starała się szybko kończyć akcje, teraz wdawała się w dłuższy wymiany. U Polki zaś wreszcie zaczął funkcjonować forhend, wyrównała na 5:5, za moment już prowadziła 6:5. Decydował jednak tie-break, zmiana stron nastąpiła przy wyniku 3-3. A później Iga udowodniła swoją wyższość, wygrała jednak seta 7:6 (5). Mecz trwał już 58 minut, zaledwie 16 minut krócej niż tamto ich całe spotkanie w Pekinie.
Został więc jeszcze jeden krok, można było się spodziewać, że przygotowanie fizyczne Polki zacznie brać górę. Choć po najdłuższej wymianie, na dodatek przegranej przez Polkę, to Iga była potwornie zmęczona i podpierała się na rakiecie, to jednak Chinkę siły opuszczały szybciej. Yuan została szybko przełamana, za moment Polka podwyższyła na 2:0, zaraz na 3:0. A jakby tego było mało, Chinka poprosiła o pomoc medyczną, miała problemy z dolną częścią pleców.
To nie wróżyło dobrze, a przecież 27-latka musiała już odrabiać potężne straty. Yuan wróciła do gry po kilkuminutowej przerwie, wywalczyła trzy okazje do przełamania na 1:3. Chinka zmieniła nieco taktykę, nie czekała już na piłkę za linią końcową. I tę trzecią wykorzystała, Iga zagrała za mocno. A za moment zrobiło się 2:3.
Rywalka Igi złapała rytm, po bólu pleców jakby już nie było śladu. Polka musiała wskoczyć na wyższy poziom, Yuan ryzykowała, zwłaszcza na returnie. I dobrze czytała kierunki serwisów.
Yuan miała nawet break pointa na 3:3, później Polka kilka okazji na 5:2, w gemie trwającym kilkanaście minut. Mecz toczył się dalej, Świątek znów grała nerwowo, niepotrzebnie ryzykowała. Ostatecznie to jednak ona wygrała po równych dwóch godzinach 7:6 (5), 6:3. Jeszcze raz przełamała Yuan, kapitalnym returnem.
W drugiej rundzie Polka zagra w czwartek z Marie Bouzkovą.