Strona główna>Kultura>Edek rulez… „Tango” Sławomira Mrożka w Teatrze Siemaszkowej
Kultura
Edek rulez… „Tango” Sławomira Mrożka w Teatrze Siemaszkowej
Aneta Gieroń
Dodano: 23.04.2026
Od lewej: Robert Chodur (Eugeniusz) i Maciej Kokot (Artur). Fot. Wiktoria Cieśla/Teatr im. Wandy Siemaszkowej
Udostępnij
Rzeczywistość dogoniła literaturę. Ot, paradoks! Po ponad 60 latach, „Tango” Sławomira Mrożka nie starzeje się, ale młodnieje, objawiając nowe znaczenia i ukryte sensy. Czy można zatem się dziwić, że polscy reżyserzy po „Tango” zdążyli już sięgnąć ponad sto razy, w tym cztery razy w Teatrze Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie?! Po ostatniej, brawurowej premierze w reżyserii Marcina Sławińskiego, wybitna klasyka znów żyje – genialny ten Mrożek, tylko nie wiem, cieszyć się, czy płakać?! Rozkochani w estetyce Henryka Sienkiewicza, Władysława Reymonta, udajemy, że Polaków portret własny z dramatów Stanisława Wyspiańskiego, albo Sławomira Mrożka, nie o nas. A to tak fenomenalnie aktualne, perfekcyjnie wycelowane w naszą rzeczywistość, gdzie już zdążyliśmy się zadowolić formą, machając ręką na treść!
Wszystkie postacie w tym dramacie są przerysowane, osadzone w przestrzeni, gdzie stare miesza się z niepotrzebnym. W tej kakofonii, katafalk sąsiaduje ze sztuką nowoczesną na ścianach, a rodowe szable z hipisowskimi gadżetami.
Od lewej: Robert Chodur (Eugeniusz), Maciej Kokot (Artur), Marek Kępiński (Stomil), Eleonora (Małgorzata Machowska). Fot. Wiktoria Cieśla/Teatr im. Wandy Siemaszkowej
Babcia Eugenia (Anna Demczuk) nie ma nic z powagi i dobroduszności nestorki rodu, bo woli „rżnąć” w karty i dobrze się bawić. Stomil (Marek Kępiński) snuje się w hipisowskich stylówkach i realizuje kolejne, banalne performanse. Wyzwolona, a właściwie znudzona Eleonora (Małgorzata Machowska), by poczuć namiastkę ekscytacji, romansuje z prymitywnym chamem Edkiem (Stanisław Twaróg). Wuj Eugeniusz (Robert Chodur) to figura rodem PRL-u, perfekcyjny konformista, gdy trzeba konserwatysta, ale wystarczy zmiana wiatru historii i oto mamy gorliwego orędownika tępej, autorytarnej władzy. Nowe, lepsze ma nadejść z Arturem (Maciej Kokot), który niczym bohater romantyczny walczy o powrót świata wartości. Desperacko łaknie jakiejkolwiek idei. Ale w tym buncie przeciwko wykoślawionemu liberalizmowi więcej jest pozy niż działania. Jest jeszcze Ala (Joanna Sokołowska), najbardziej prawdziwa w tym towarzystwie, epatująca młodością i seksualnością, ale gruncie rzeczy postać tragiczna. W tym ultraliberalnym, a jednocześnie zatęchłym świecie cyfrowej przyszłości pragnie czegoś autentycznego, choćby miłości, ale happy endu nie będzie. Świetne są jej dialogi z Arturem, gdy on mówi rozbudowanymi zdaniami wielokrotnie złożonymi, a ona slangiem, który powstaje na styku Internetu, popkultury i mediów społecznościowych.
Początkowo wydaje się, że Artur twardą ręką „ogarnął” rodzinę, czyli świat, zaprowadzając konserwatywne porządki przy wsparciu zachwyconego rewolucją obyczajową wuja Eugeniusza oraz kuzynki Ali, której proponuje małżeństwo. Zmusił nawet babcię Eugenię do udzielenia mu przedmałżeńskiego błogosławieństwa. Jest więc suknia ślubna, powściągliwe stroje Stomila oraz Eleonory i głowa rodziny w nobliwej sukni w grochy. Edek zdaje się odesłany tam, gdzie jego miejsce – tępe indywiduum sprowadzone do obsługi światłej inteligencji. Ale na krótko.
Przełomowe momenty zwykle zaczynają się od mało znaczących epizodów. Gdy babcia Eugenia „opuszcza gardę” i z własnej inicjatywy zalega na katafalku, w końcu umiera, coś pęka. Słuchając Artura: “Tylko władza da się stworzyć z niczego. Tylko władza jest, choćby niczego nie było” już wiemy, że to nie on będzie zwycięzcą tej rewolucji. W starciu z Edkiem jest bez szans. A my? Coraz głębiej zanurzamy się w bezideową rzeczywistość, gdzie Edków więcej i więcej… „Ja jestem swój chłop. I pożartować mogę, i zabawić się lubię. Tylko posłuch musi być” – słyszymy, od czego skóra nam cierpnie, bo tym razem nie idzie o świata bez tradycji w liberalnej ekstazie kontra tradycyjny model rodziny w konserwatywnym świecie. Na styku tych dwóch wizji wyhodowaliśmy gorszą hybrydę – bezideowych Edków!
Dramat w nowoczesnej odsłonie, ale zachowujący istotę oryginału
„Tango” w interpretacji Marcina Sławińskiego w Teatrze Siemaszkowej to dobrze znany dramat w nowoczesnej odsłonie, ale zachowujący istotę oryginału. Ze świetną scenografią Wojciecha Stefaniaka, pięknymi kostiumami Weroniki Krupy, świetnie dobraną muzyką przez Filipa Kuncewicza, sugestywnymi multimediami Jędrzeja Witkowskiego i mistrzowskim ruchem scenicznym Jarosława Stańki. Porywa nas do świata, w którym śmiech nie przysłania refleksji. Robert Chodur – Eugeniusz i Stanisław Twaróg – Edek w tangu w scenie finałowej – majstersztyk!
Anna Demczuk i Joanna Sokołowska. Fot. Wiktoria Cieśla/Teatr im. Wandy Siemaszkowej
Niech ten symboliczny triumf prymitywizmu i brutalnej siły nad kulturą oraz intelektualnym ładem w nas pulsuje, nie daje spokoju. Przypomina o pułapkach współczesności. Konfrontuje myśl Hegla, że prawdziwa wolność to „uświadomiona konieczność”, a nie robienie wszystkiego, co się chce. I nieustannie podszeptuje, jak wykoślawiony może być też neokonserwatyzm!
Fotografie Wiktoria Cieśla/Teatr im. Wandy Siemaszkowej
Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.
Ściśle niezbędne ciasteczka
Niezbędne ciasteczka powinny być zawsze włączone, abyśmy mogli zapisać twoje preferencje dotyczące ustawień ciasteczek.
Jeśli wyłączysz to ciasteczko, nie będziemy mogli zapisać twoich preferencji. Oznacza to, że za każdym razem, gdy odwiedzasz tę stronę, musisz ponownie włączyć lub wyłączyć ciasteczka.