Reklama

Ludzie

Maria Kozłowa. Serce lasowiackie z Tarnobrzegu

Alina Bosak
Dodano: 04.07.2023
Dorota Kozioł, córka Marii Kozłowej, i Renata Domka, przed muralem ze sławną Lasowiaczką przy tarnobrzeskiej Wisłostradzie. Fot. Tadeusz Poźniak
Dorota Kozioł, córka Marii Kozłowej, i Renata Domka, przed muralem ze sławną Lasowiaczką przy tarnobrzeskiej Wisłostradzie. Fot. Tadeusz Poźniak
Share
Udostępnij

Jest ikoną świata Lasowiaków. Na pewno była najwierniejszą popularyzatorką kultury ludu z Puszczy Sandomierskiej. Przesiąkła nią w ukochanym Machowie i poniosła w świat. W 1949 roku w Warszawie Witold Lutosławski nie mógł oderwać oczu od wirujących na scenie lasowiackich tancerzy, a nuty fujarki wplótł w swoją suitę. – Wracamy dziś do Marii Kozłowej – mówią w Tarnobrzegu, gdzie powstał mural z ludową artystką, szykowana jest puszczańska potańcówka, a dzieci czytają legendę o lasowiackim sercu.

Mural znajduje się przy Wisłostradzie na wprost Jeziora Tarnobrzeskiego, gdzie kiedyś leżała wioska Machów. Właśnie w tę stronę patrzy Maria Kozłowa namalowana przez Arkadiusza Andrejkowa. Przewrotny los – kiedyś kopalnia siarki zabrała jej ukochany dom, dziś kopalnia jest w likwidacji, a sławna Lasowiaczka zajęła ścianę jednego z jej budynków. Swojego rodzinnego gniazda nie ocaliła, ale jego dziedzictwo już tak.

Maria Kozłowa zamiłowanie do kultury i sztuki wyniosła z domu. Urodziła się 5 sierpnia 1910 roku w Machowie jako córka Wiktorii z Sawarskich i Wojciecha Wiącka – społecznika, posła do parlamentu w Wiedniu, senatora międzywojennej Polski, publicysty.

– Dziadek także był artystyczną duszą. Pięknie rysował, konie portretował jak Kossak. Natomiast babcia wspaniale haftowała. Szydełkowe wstawki do poszewek, hafty na koszule zamawiały u niej wszystkie machowskie gospodynie. Upiększała także dom na różne sposoby. Nie miała farb, więc wzory malowała na ścianach gliną. Taka atmosfera wypełniała dzieciństwo mojej mamy. Chłonęła ludową sztukę i nią przesiąkła. Od dziecka pisała wiersze, malowała – uśmiecha się Dorota Kozioł, córka Marii Kozłowej. Także artystka – malarka, dziennikarka, pisarka, autorka ponad 50 książek. Zdradza, że jej mama Lasowiaczka marzyła o aktorstwie.

Wojciech Wiącek widział ją jednak w zawodzie nauczycielki. Posłał Marię do prywatnego seminarium nauczycielskiego w Tarnobrzegu. Szkołę ukończyła, ale do matury nie podeszła. – Ze strachu – przyznaje córka. – Ale wiedza jej przekazana zaprocentowała. Zwłaszcza, że w seminarium miała lekcje także z artystami po szkole baletowej, akademii sztuk pięknych. 

Już jako 13-latka stworzyła z innymi dziećmi podwórkowy teatr, który po latach przekształcił się w teatr wiejski. Występował on w całej okolicy aż do lat 60. XX wieku, do czasu aż wszyscy mieszkańcy musieli z Machowa wyjechać, ustępując miejsca kopalni siarki.

To w Machowie zaraz po wojnie założyła Zespół Pieśni i Tańca „Lasowiak”, z którym w 1949 roku wystąpiła na I Ogólnopolskim Festiwalu Zespołów Ludowych w Warszawie. – Ach, jak oni tańczyli. Jak na wiejskim weselu. Szaleńczo, żywiołowo jak nikt. Do kapeli, w której na fujarce przygrywał machowski Janko Muzykant – dziadzio Paweł Kalinka. Zasłuchał się i zapatrzył na ten występ Witold Lutosławski i wplótł lasowiackie melodie do swojej „Małej suity” – opowiada Dorota Kozioł.

Ukochany Machów  

– Mama ukochany dom i Machów musiała opuścić w 1970 roku, mając już 60 lat. Nie było wyjścia. Za płotem wielka koparka już wybierała ziemię pod kopalnię. Budowano Wisłostradę, a w naszym domu nie było prądu. Wieś zamierała. Dla mamy wyprowadzka była jednak bardzo trudna – wspomina Dorota Kozioł. – W Machowie prowadziła świetlicę i bibliotekę. Organizowała kursy, prelekcje. Uczyła wiejskie dziewczęta malarstwa ludowego i haftu. Odkąd pamiętam, dla mamy to wszystko było ważne. Nie było dnia, żeby do nas ktoś nie przyszedł. Wieczorami dom był pełen ludzi. Odbywały się próby przedstawień. Kobiety robiły wycinanki i kwiaty z bibuły. Bo bibułkowymi kwiatami zdobiło się wtedy święte obrazy i groby na Wszystkich Świętych. Bibułkowy bukiet musiał stać na stole w każdej chałupie. A już przy kotylionach na karnawał to dziewczyny nieraz siedziały do białego rana. Każda chciała mieć najpiękniejszy. Mama nie tylko uczyła je, jak to wszystko wykonać, ale namawiała do udziału w konkursach. Żyła tym wszystkim.

Dlatego, kiedy z Machowa wyprowadziła się do Baranowa Sandomierskiego, a później (w 1980 roku) zamieszkała w Tarnobrzegu, nadal organizowała zespoły, przypominała tradycje, z których wyrosła. W 1976 roku za namową etnografa Józefa Myjaka zorganizowała w Baranowie istniejący do dziś Zespół Obrzędowy „Lasowiaczki”. Napisała dla niego scenariusze opowiadające o magicznych obrzędach w lasowiackiej kulturze – gusłach, zaklęciach, zamawianiu chorób. Zapraszano „Lasowiaczki” z tym przedstawieniem do Warszawy, Krakowa, Kazimierza nad Wisłą, Bukowiny Tatrzańskiej. W zespole u boku Marii rosła kontynuatorka jej dzieła – Anna Rzeszut, nieżyjąca już babcia Hanka.

Obrzędowe „Lasowiaczki” nie były ostatnim przedsięwzięciem Marii Kozłowej. Wkrótce przecież założyła Zespół Pieśni i Tańca „Lasowiacy” w Tarnobrzegu. Współpracowała z tarnobrzeskim domem kultury, wspierała doświadczeniem okoliczne zespoły, m.in. „Cyganianki”. Zapraszano ją do audycji radiowych, z jej udziałem nakręcono kilka filmów dokumentalnych. Odznaczona została Nagrodą im. Oskara Kolberga i Nagrodą im. Franciszka Kotuli.

Przekazując dawne pieśni, „godki”, obrzędy, ocaliła je od zapomnienia. Miała też swój udział w zachowaniu kultury materialnej. W latach pięćdziesiątych Maria Kozłowa wędrowała z Franciszkiem Kotulą po wioskach wokół Tarnobrzegu, pomagając mu szukać tradycyjnych strojów lasowiackich. – Żyły jeszcze babulki, które w wiannej skrzyni trzymały je jak relikwie. Panu Kotuli udało się wtedy wiele takich skarbów znaleźć i kupić do muzeum w Rzeszowie – wspomina córka sławnej Lasowiaczki.

Maria Kozłowa. Fot. Archiwum Fotograficzne MKL w Kolbuszowej

Lasowiaczka i haftowane serca

Maria Kozłowa chciała zachować kulturę ludową w jak najwierniejszej formie. Nie chciała jej zmieniać, poprawiać. Była w tym autentyczna, szczera, prawdziwa. – Gdziekolwiek pojawiała się na występach, spotkaniach, ubierała lasowiacki strój. To był jej mundur galowy – mówi córka. Strój mamy przekazała do Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej. Skromny, z prostym haftem, który Maria Kozłowa kochała. W lasowiackim wzorze często występują igłą malowane liście i kwiaty ruty. Jej bardzo też się podobało serce lasowiackie.

– Mama wypracowała własny wzór serca. Motyw był związany z tradycją. Sercami ozdabiano lasowiackie domy. Wycinano je z tektury, formowano z bibuły, ozdabiano i wieszano na ścianie – opisuje Dorota Kozioł.

Istnieje też legenda o lasowiackim sercu. Według niej córka kowala ofiarowała wykute z żelaza serce ukochanemu, kiedy ten wyjeżdżał na flis zarobić na ich ślub i gospodarstwo. W czasie podróży utonął i flisacy przywieźli jej z powrotem tylko owo serce. Z woli dziewczyny zostało wmurowane w kapliczkę, stając się symbolem wielkiej miłości.

Legendę o lasowiackim sercu można przeczytać w książeczce „Jestem mały Lasowiaczek” wydanej rok temu przez Tarnobrzeski Dom Kultury w ramach Festiwalu Kultury Lasowiackiej. To także wtedy przy tarnobrzeskiej Wisłostradzie powstał mural przedstawiający Marię Kozłową.

Lasowiacy w Tarnobrzegu

– Dziedzictwo lasowiackie jest dla nas bardzo ważne – mówi Renata Domka z Tarnobrzeskiego Domu Kultury, który parę lat temu współtworzył Klaster Lasowiacki, zrzeszający dziś już ponad pięćdziesięciu członków. – W Tarnobrzegu jest wiele organizacji – firm, stowarzyszeń, które w swojej działalności nawiązują do kultury lasowiackiej. Teren dawnego Machowa, jak i okolicznych wiosek Lasowiaków należy dziś do Tarnobrzegu. I chociaż miasto jest kulturowym konglomeratem, który stworzyło tysiące ludzi przybyłych z różnych stron Polski do pracy w kopalni siarki, to lasowiackie tradycje są ważną częścią jego tożsamości. Tu Lasowiacy pielgrzymowali do Matki Boskiej Dzikowskiej, przyjeżdżali na jarmarki i żenili się.

A ponieważ Tarnobrzeg stara się przywracać pamięć o ludziach, którzy tworzyli społeczność i kulturę miasta, chce, aby mieszkańcy lepiej poznali także twórczość Marii Kozłowej.

– Zostawiła po sobie bardzo wiele przepięknych wierszy, tekstów, scenariuszy – wymienia Renata Domka. – Chcemy przywrócić im życie. Czytać, przedstawiać. Opowiadaliśmy o Marii Kozłowej w ubiegłym roku nie tylko w trakcie Festiwalu Kultury Lasowiackiej, ale także podczas głównego pokazu mody na wydarzeniu Nadwiślański Fashion Week. Akurat wtedy – 5 sierpnia – wypadała rocznica jej urodzin. Lasowiackie dziedzictwo ma w sobie wiele ciekawych aspektów. Możemy się w nim odnaleźć bez względu na to, skąd pochodzimy. Sama jestem Lasowiaczką adoptowaną – uśmiecha się Renata Domka. – Odkąd tu zamieszkałam, zachwyciłam się tą kulturą. Moimi przewodniczkami po niej były panie z Zespołu Obrzędowego „Lasowiaczki” w Baranowie Sandomierskim. To one pierwsze pozwoliły mi założyć lasowiacki strój.

Także i w tym roku Tarnobrzeg zaprasza na Festiwal Kultury Lasowiackiej. To już trzecia edycja tego wydarzenia. 9 lipca na placu Głowackiego odbędzie się potańcówka – w mieście, ale w wiejskim stylu. Zagra na niej lasowiacka kapela Łola. Będzie można posłuchać szalonej lasowiackiej muzyki, która tak zachwyciła Lutosławskiego, i popróbować zabawy na oryginalnej drewnianej podłodze ściągniętej specjalnie na „Tarnobrzeską potańcówkę ze smakiem”. Jak sama nazwa wskazuje, będą też lasowiackie smakołyki.

Share
Udostępnij
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Nasi partnerzy