Co to był za mecz! Raków Częstochowa awansował do wielkiego finału STS Pucharu Polski po zwycięstwie nad GKS-em Katowice. Wicemistrzowie kraju przegrywali do przerwy 0:2, w doliczonym czasie drugiej połowy prowadzili 3:2, ale po 120 minutach na tablicy wyników widniał wynik 4:4. O wszystkim zadecydowały rzuty karne. Dzięki wygranej 4:2 w serii “jedenastek to Medaliki zagrają o puchar z Górnikiem Zabrze.
Najważniejszym słowem pierwszej połowy okazały się błędy. O ile pod względem statystycznym rywalizacja Rakowa i GKS-u była wyrównana, tak wynik wskazywał na coś zupełnie innego. Gospodarze w dużej mierze sprezentowali Katowiczanom oba gole.
Gieksa wykorzystała błędy
Trafienie na 1:0 rozpoczęło się od złego wybicia piłki przez Oliwiera Zycha. Szybko do akcji wkroczył Bartosz Nowak. Lider GKS-u skupił na sobie uwagę obrońców Rakowa i oddał piłkę Erikowi Jirce. Słowak wykorzystał tę okazję, dając prowadzenie w 21. minucie.
20 minut później zawinił Oskar Repka. Najpierw stracił piłkę, a potem sfaulował Nowaka w polu karnym. “Jedenastkę” pewnie wykorzystał Arkadiusz Jędrych. GKS mógł prowadzić nawet trzema bramkami, ale świetną sytuację zmarnował Nowak. Nie doszłoby jednak do zagrożenia pod bramką Rakowa, gdyby nie spora niefrasobliwość Iviego Lopeza.
Gospodarze również mieli kilka sytuacji – także bliźniaczą do tej, po której stracili pierwszą bramkę. W tym przypadku swój błąd zdołał naprawić Dawid Kudła. Po pierwszych 45 minutach drużyna trenera Łukasza Tomczyka, którego na ławce zastępował jego asystent, znajdowała się w bardzo trudnym położeniu.
Trzy gole w 20 minut
Tuż po przerwie Raków ruszył z impetem. I to jakim! Najpierw Jonatan Braut Brunes zaskoczył bramkarza GKS-u mocnym strzałem zza pola karnego, a chwilę później Bogdan Racovitan najwyżej doskoczył do piłki po rzucie rożnym. Medaliki do wyrównania potrzebowały zaledwie czterech minut drugiej połowy!
Częstochowianie poszli za ciosem, obejmując prowadzenie po niespełna 20 minutach, choć nie obyło się bez kontrowersji. Brunes nie wykorzystał rzutu karnego za zagranie ręką Martena Kuuska, ale dobitka Lamine’a Diaby-Fadigi okazała się skuteczna. Sędzia Karol Arys wraz z asystentami długo analizował, czy strzelec gola nie wbiegł w “szesnastkę” zbyt szybko.
Ostatecznie gol został uznany, co uzasadniano tym, że stopa Diaby-Fadigi nie miała kontaktu z podłożem w momencie oddania strzału. Zdaniem Rafała Rostkowskiego, byłego sędziego FIFA, wszystko odbyło się w zgodzie z obowiązującymi przepisami.
GKS bardzo chciał wyrównać, lecz w jego grę wkradła się spora nerwowość. Raków natomiast odpierał ataki, a nawet był bliski zdobycia czwartej bramki po główce Diaby-Fadigi.
Szalone końcówki i karne
Mur defensywny gospodarzy pękł tuż przed końcem meczu. W czwartej doliczonej minucie Adam Zrelak urwał się obrońcom, zwiódł Frana Tudora i doprowadził do wyrównania. GKS mógł mieć jeszcze piłkę meczową w postaci “jedenastki”, ale sędzia Arys nie zdecydował się na odgwizdanie faulu Racovitana na Borja Galanie.
Zarówno Raków, jak i GKS miały doświadczenia z dogrywek podczas obecnej edycji STS Pucharu Polski. Mimo to w dodatkowym czasie gry długo królował pragmatyzm zamiast fantazja. Dopiero na siedem minut przed końcem trybuny ożyły. Dośrodkowywał Karol Struski, niepewnie na przedpolu zachował się Kudła, a piłkę zdołał trącić Leonardo Rocha. Bramka może zostać przypisana Alanowi Czerwińskiemu, który nieudolnie próbował wybić futbolówkę z linii.
Na tym jednak emocje się nie skończyły. W 116. minucie z dystansu huknął Eman Markovic. Norweg zaskoczył Kudłę i doprowadził do serii rzutów karnych.
Pierwsze dwie serie “jedenastek” były bezbłędne, natomiast w trzeciej i czwartej Zych wyczuł intencje Jirki i Sebastiana Milewskiego. Oba strzały, oddane w kierunku prawego słupka, zostały obronione.
Piąty finał Rakowa
Raków zagra w finale Pucharu Polski po raz piąty. Medaliki triumfowały w 2021 i 2022 roku, natomiast rok później uznały wyższość Legii Warszawa w rzutach karnych. Pierwszy finał Częstochowian miał natomiast miejsce niemal 60 lat temu.
Finał STS Pucharu Polski odbędzie się 2 maja na PGE Narodowym w Warszawie. Transmisja tylko w TVP.