Reklama

Lifestyle

Tradycyjna Wielkanoc z rodziną i blisko przyrody!

Aneta Gieroń
Dodano: 30.03.2024
Ilona Małek. Fot. Tadeusz Poźniak
Ilona Małek. Fot. Tadeusz Poźniak
Share
Udostępnij

Triduum Paschalne, święcenie pokarmów i rezurekcja to ciągle ważne dla nas symbole i tradycje związane ze świętami Wielkiej Nocy, ale coraz częściej Wielkanoc chcemy spędzać po swojemu – bez maratonu kulinarnych przygotowań i przymusu mycia okien. Jak przyznaje Edward Marszałek, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, od lat  jest wiernym uczestnikiem Drogi Krzyżowej organizowanej w Wielki Piątek w Bieszczadach i nie wyobraża sobie wielkanocnego śniadania, którego nie poprzedziłaby rezurekcja. W tym roku o wyjątkowo wczesnej porze, bo z soboty na niedzielę o godzinę do przodu przesunęliśmy wskazówki zegarów. Tradycyjna Wielkanoc jest też u Ilony Małek, dziennikarki i prezenterki TVP3 Rzeszów, która uwielbia wspólne biesiadowanie, ale w Wielkanocny Poniedziałek już zaplanowała wędrówkę na Połoninę Wetlińską i rodzinną herbatę przed nową „Chatką Puchatka”.

– Bardzo lubię ten czas Wielkiego Tygodnia, kiedy dużo wcześniej dekoruję dom, rozkładam czekoladowe pisanki dla najmłodszych dzieci w rodzinie i cieszę się na wspólne świętowanie. W Wielką Niedzielę do stołu zasiadamy w 12 osób. Króluje barszcz czerwony z jajkiem i wędlinami, sos tatarski i śledzie z żurawiną. To wszystko przysmaki, które pamiętam z domu dziadków w Grabownicy Starzeńskiej koło Sanoka, skąd pochodziła moja mama i która kultywowała tę tradycję, a od kilku lat, odkąd mamy już z nami nie ma, dobrym duchem jest ciocia Hania, siostra mamy, kulinarna mistrzyni i to ona wszystko przygotowuje. Ja jestem specjalistką od słodkości, najlepiej wychodzi mi sernik – opowiada Ilona Małek.

Ilona Małek i Kara Wang – Wielkanoc 2023. Fot. Archiwum prywatne

Wielkanoc to dla mnie rodzinny czas, kiedy możemy się sobą nacieszyć, a rozmowom i wspomnieniom nie ma końca. W tym roku po raz drugi spędzimy czas Wielkiej Nocy z narzeczoną mojego syna Michała, Karą Wang, która jest Chinką, a naszymi zwyczajami i wielkanocną tradycją jest zachwycona. Uwielbia polską kuchnię, zwłaszcza żurek i jest oczarowana gościnnością oraz rodzinnym klimatem świąt. W Wielką Sobotę idziemy ze święconką do kościoła. Kara jest zaszczycona, jeśli może nieść koszyczek, dla niej to wszystko jest nowe, bajecznie kolorowe i niezwykłe. W Wielkanocną Niedzielę, kto jest porannym ptaszkiem, uczestniczy w rezurekcji, ale większość z nas śpi troszkę dłużej.

Tradycyjne, rodzinne wielkanocne śniadanie

Ilona do dziś pamięta dziadka Tadeusza z Grabownicy, który na progu domu czekał na członków rodziny wracających z rezurekcji i do domownika, który jako pierwszy nadchodził mówiąc: „Chrystus Zmartwychwstał”, odpowiadał: „Prawdziwie Zmartwychwstał”.

– W Wielką Niedzielę jemy zazwyczaj dwa śniadania, bo zasiadamy też do stołu w domu rodzinnym męża w Raniżowie, gdzie wspólnie biesiaduje ponad 30 osób. Zawsze jest barszcz biały i dużo swojskich wędlin z własnej wędzarni. Wspaniałe, tradycyjne smaki – opowiada dziennikarka. – Po południu jest czas na spacer i odpoczynek w słońcu na tarasie, co bardzo lubią moje córki. W ogrodzie kwitną już pierwsze rośliny, a ja uwielbiam żywe kwiaty. Cały dom przystrajam nimi na święta.

W Wielkanocny Poniedziałek na Połoninie Wetlińskiej

I tak jak Wielka Niedziela upływa Ilonie i jej bliskim na wspólnym biesiadowaniu, tak w Wielkanocny Poniedziałek planują małe podróże. – Kocham Bieszczady i w tym roku w większym gronie wejdziemy na Połoninę Wetlińską – mówi. – Dla mnie połoniny są piękne o każdej porze roku, a teraz, kiedy przyroda budzi się do życia, każda chwila spędzona blisko natury jest najpiękniejsza. Za to też kocham Wielkanoc, za ten czas wiosny i nadziei.

Edward Marszałek: podtrzymuję dawne tradycje

Edward Marszałek, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, w czasie Świąt Wielkanocnych wraz z żoną, córką i zięciem podtrzymuje utarte od lat tradycje.

Edward Marszałek. Fot. Tadeusz Poźniak

– Odkąd pamiętam, w Wielki Piątek wyruszam na Drogę Krzyżową w Bieszczady. W poprzednich latach na Tarnicę, w tym roku – w okolice Terki i Studennego. To jest zawsze wzruszające przeżycie. Tegoroczna wielkopiątkowa droga zakończyła się na dawnym cmentarzu i cerkwisku w Studennem. W rozważaniach wróciliśmy do historii tych ziem i jej mieszkańców, których już nie ma. A przecież przedwojenne Bieszczady były wielonarodowe, wielokulturowe, zamieszkane przez wyznawców różnych religii. W czasie wędrówki wśród tych zdziczałych sadów, pośród starych jabłoni, omszałych pagórków dawnych piwnic historia Męki Pańskiej nabiera jeszcze bardziej uniwersalnego wymiaru.

W koszyczku, tradycyjne, w domu robione pisanki

W Wielką Sobotę zaczyna się radosne świętowanie. Od rana szykujemy pisanki. Tradycyjnym sposobem – jajka gotuje się w łupinach cebuli, a potem wyskrobujemy na nich nożykiem wzory. Od kilku dekad robimy to całą rodziną i nie uważam wykonywania pisanek za niemęskie zajęcie. Każdy wykonuje swoje ulubione motywy; bazie, zajączki i inne zabawne rysunki. Z pisankami trzeba się spieszyć, bo zaraz jest święcenie koszyczka w kościele. I tu pojawia się nasza prywatna tradycja – po powrocie córka trzy razy obiega dom ze święconką. Kiedy była małą dziewczynką, żartowaliśmy, że tak trzeba, widać spodobało jej się, bo jako dorosła kobieta, mężatka, z tego zwyczaju nie rezygnuje. Potem oczywiście szuka w ogrodzie „zajączka”, czyli prezentu ukrytego pod kamieniem, na gałązce czy w innym nieoczywistym miejscu.

Najpierw rezurekcja, potem śniadanie

Wielkanoc to codzienne uroczystości religijne. – Zawsze w Wielką Niedzielę uczestniczę w rezurekcji. Bez tego nie byłoby radości z celebrowania wielkanocnego śniadania. W moim rodzinnym domu mama i tato tradycyjnie zaczynali je od podzielenia święconego jajka na tyle części, ile osób zasiadało do stołu. Każdy zjadał jedną. I do dziś to kultywujemy. Nie ma na stole żuru, bo takiego zwyczaju u nas nigdy nie było. Na śniadanie zjada się produkty, jakie zostały poświęcone w koszyczku – od wędliny, poprzez jajka, chrzan, ćwikłę aż do ciast. Specjalnością domu są jajka faszerowane.

Spacer i smakowanie czosnku niedźwiedziego

W Wielkanoc zawsze odwiedzamy też cmentarz. Spoczywa już na nim bardzo wielu moich znajomych. Jest także czas na spacer nad Wisłok, a tam koniecznie muszę przegryźć choć jeden listek czosnku niedźwiedziego – mówi Edward Marszałek.

Tradycyjny jest też Lany Poniedziałek. Kto pierwszy wstanie, ten wygrywa. Kto zaśpi – pościel na jego łóżku jest do wymiany. W moim Krościenku Wyżnym koło Krosna nie biega się już tego dnia z wiadrami jak przed laty. Nie ma też czyhania na strychu, by chlusnąć na kogoś wodą z góry, ale młodzież o zwyczaju nie zapomina i widać, że wciąż tego dnia dobrze się bawi.

Share
Udostępnij
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Nasi partnerzy