Reklama

Świat

Rok Trumpa: inna logika i nowe zasady gry

Opracowanie AC / Autor: Michał Kujawski /Źródło: kyivpost.com
Dodano: 20.01.2026
Foto: Prezydent USA Donald Trump przemawia podczas spotkania członków Partii Republikańskiej w Izbie Reprezentantów (GOP) w Kennedy Center w Waszyngtonie, 6 stycznia 2026 r. (Zdjęcie: Mandel NGAN / AFP) / Źródło: kyivpost.com
Foto: Prezydent USA Donald Trump przemawia podczas spotkania członków Partii Republikańskiej w Izbie Reprezentantów (GOP) w Kennedy Center w Waszyngtonie, 6 stycznia 2026 r. (Zdjęcie: Mandel NGAN / AFP) / Źródło: kyivpost.com
Share
Udostępnij

Upływa rok, od objęcia urzędu Prezydenta Stanów Zjednoczonych przez Donalda Trumpa. Kyiv Post rozmawiał z Filipem Styczyńskim, założycielem PATRIOT Alliance, o tym, jak Stany Zjednoczone na nowo definiują zasady wielobiegunowego świata.

Amerykańskie podejście do Rosji i geopolitycznej szachownicy dynamicznie ewoluuje, zwłaszcza za sprawą destrukcyjnej taktyki Trumpa. Ale czy za tą taktyką kryje się jakaś strategia?

Kyiv Post rozmawiał z Filipem Styczyńskim, założycielem PATRIOT Alliance , konserwatywnej platformy na rzecz współpracy Polski, Tajwanu i Stanów Zjednoczonych przeciwko autorytarnej dezinformacji, operacjom psychologicznym i kontroli narracji, a także korespondentem i byłym dyrektorem operacyjnym Centrum Studiów Międzymorskich w Instytucie Polityki Światowej (IWP).

Michał Kujawski: Minął rok od inauguracji Donalda Trumpa – okres pełen zwrotów akcji, emocji i kontrowersji: zawieszenie programów USAID, zamknięcie organizacji takich jak IRI (International Republican Institute), symboliczna zmiana nazwy Departamentu Obrony na Departament Wojny, wojna w Iranie, porwanie Maduro, groźby wobec Grenlandii i agresywna polityka handlowa. Czy Trump zerwał z dekadami dwupartyjnej polityki zagranicznej USA, zastępując miękką siłę projekcją twardej siły?

Filip Styczyński: To odejście od polityki, która była postrzegana nie jako ponadpartyjna, ale wręcz wroga Trumpowi. Było to widoczne między innymi w kultywowaniu negatywnego wizerunku obecnego prezydenta USA za granicą.

Ale mówimy o ciągłości polityki państwa, a nie tylko o jednej frakcji. Organizacje konserwatywne lub neutralne, popierające Trumpa, również były celem ataków.

Nie były to ani organizacje konserwatywne, ani neutralne. Określano je mianem „głębokiego państwa”, a ich tak zwana prawicowa fasada była zdominowana przez frakcje RINO (Republikanie z nazwy), bliższe Demokratom niż konserwatystom. Do dziś istnieją różne frakcje prawicowe, ale wszystkie działają w obozie Trumpa. Istotne były również oskarżenia o korupcję na dużą skalę i niekontrolowane wydatki budżetowe USA.

Przez lata Stany Zjednoczone budowały globalne wpływy poprzez programy pomocowe i stypendia, zdobywając realny wgląd w rodzące się ruchy polityczne i procesy społeczne. Zamykanie ich to jak wylewanie dziecka z kąpielą.

Te programy były w dużej mierze nieskuteczne. Nie da się budować wpływów w innych kulturach, narzucając własny model i kod kulturowy, oderwany od lokalnych realiów. Kluczowe jest zrozumienie lokalnych uwarunkowań. Trump odchodzi od wilsonowskiej wizji eksportu demokracji, która i tak nigdy nie cieszyła się silnym poparciem wśród Amerykanów. Jak niedawno zauważył Rubio, Stany Zjednoczone odzyskują kontrolę nad swoją miękką siłą, obecnie bezpośrednio nadzorowaną przez Departament Stanu.

Czyli twarda siła kosztem miękkiej siły?

Co osiągnęła miękka siła w Iranie przez dekady? Nic. Dyplomacja ma znaczenie, ale skuteczna sztuka rządzenia wymaga pełnego zestawu narzędzi.

W byłym bloku wschodnim Stany Zjednoczone przez długi czas cieszyły się silnym wizerunkiem wolności, dobrobytu i demokracji. Obecnie, częściowo w wyniku zmian politycznych i wypowiedzi Trumpa, narastają nastroje antyamerykańskie. Stany Zjednoczone rzadziej są postrzegane jako stabilny, niezawodny sojusznik – nawet w tradycyjnie proamerykańskiej Polsce. Podobne nastroje panują na Ukrainie po incydencie w Gabinecie Owalnym z udziałem Zełenskiego, Trumpa i Vance’a, a także w Europie w sprawie Grenlandii.

Podsycanie nastrojów antyamerykańskich służy tym, którzy zawsze byli wrogo nastawieni – Rosji i radykalnej lewicy. Polityka zagraniczna Trumpa nie jest dyktowana przez to, jak jest postrzegana za granicą; to nie jest priorytetem. O wiele bardziej interesująca jest szersza strategia USA wobec świata.

Czy polityka USA wobec Wenezueli i Grenlandii ma na celu zabezpieczenie własnego strategicznego bufora?

Tak, ale nie chodzi tylko o bezpośrednie peryferie. Europa koncentruje się na wojnie na Ukrainie i własnych problemach, przez co często tracimy z oczu szerszy obraz sytuacji. Tymczasem Stany Zjednoczone toczą w istocie zimną wojnę z Chinami – główne wyzwanie strategiczne, obejmujące agresywną konkurencję gospodarczą, szpiegostwo i presję na sojuszników USA, takich jak Japonia i Filipiny. Waszyngton koncentruje się na tych zagrożeniach.

Po roku prezydentury Trumpa koncepcja „świata wielobiegunowego” praktycznie się rozpada. Rosyjsko-chińska wizja podziału świata na strefy wpływów słabnie: Rosja niemal utraciła zdolność do projekcji siły na Bliskim Wschodzie, reżim Asada upadł, Iran i jego sojusznicy – ​​w tym Hezbollah – zostali osłabieni, a działania USA w Wenezueli dały globalny sygnał. Wszystkie te obszary łączy wspólny czynnik: silne wpływy polityczne, finansowe i militarne Rosji i Chin. Trump atakuje również rosyjską „flotę cieni”. Rozszerzenie NATO – niezależnie od tego, kto za to odpowiada – dodatkowo podważa logikę świata wielobiegunowego.

Odzwierciedla to również reakcja BRICS i Globalnego Południa. Rosja, kluczowy architekt antyzachodniego porządku, zamilkła po wydarzeniach w Wenezueli, organizując protesty na niewielką skalę.

Putin milczał ze strachu. Xi tymczasem mówi o naruszeniach prawa międzynarodowego.

Czy USA „oczyszczające swoje podwórko” w Wenezueli grozi zachęceniem Xi do podjęcia działań w sprawie Tajwanu? Trump powiedział, że zależy to od Chin, ale chiński przywódca byłby „bardzo niezadowolony”, gdyby tak się stało.

Stany Zjednoczone i Tajwan podpisały rekordowe umowy zbrojeniowe o wartości 11 bilionów dolarów – to mówi samo za siebie. Japonia również zadeklarowała swoje zaangażowanie w obronę Tajwanu. W odniesieniu do Wenezueli, Waszyngton wysłał jasny sygnał rywalom, w tym dosadne słowa [sekretarza obrony USA Pete’a] Hegsetha: „Wyluzujcie się, przekonajcie się”. Jakakolwiek agresja na Tajwan nie pozostanie bez odpowiedzi ze strony Stanów Zjednoczonych.

A gdzie w tym wszystkim mieści się Ukraina, Rosja i wschodnia flanka NATO?

Ten region jest obecnie mało priorytetowy dla USA. Administracja mówi o Rosji raczej w kategoriach współpracy niż konfrontacji.

Oferta Trumpa złożona Putinowi była hojna, ale została odrzucona. Wygląda na to, że Waszyngton nie rozumie Kremla, co wydaje się „irracjonalne” w oczach USA. Tymczasem Stany Zjednoczone naciskały na Ukrainę, by zaakceptowała bardzo złą umowę, niewiele lepszą od proponowanej kapitulacji Rosji. Dodajmy do tego chaos sprzecznych sygnałów – od cięć pomocy, przez zwiększenie wsparcia wywiadowczego, po zielone światło dla ataków w głębi Rosji. Co Waszyngton próbuje osiągnąć?

Priorytetem USA jest pokój w Europie, ale bez narracji o „wsparciu do końca”, znanej z ery Bidena, nie ma już o tym mowy. Kwestia, czy którakolwiek administracja USA kiedykolwiek autentycznie dążyła do zwycięstwa Ukrainy i klęski Rosji, pozostaje otwarta.

Wojna wymaga woli jednej strony; pokój wymaga woli obu. Nic nie wskazuje na to, że Rosja pragnie pokoju.

Te wahania i sprzeczności nie są częścią żadnej wielkiej strategii. Trudno przewidzieć przyszłość, ale jasne jest, że Trump zdał sobie sprawę, że Putin go ignoruje i konsekwentnie odrzuca jego propozycje i warunki.

Problemem pozostaje zatem niezrozumienie Kremla przez USA – Trump myśli w kategoriach ekonomicznych, Putin nie. Amerykanie zakładają, że nawet hojna oferta musi być dla Rosji atrakcyjna.

Amerykanie wciąż się tego uczą. Nie rozumieją, że druga strona kieruje się innym systemem wartości i logiką – co stanowi szerszy problem dla Zachodu. Rosja nie chce pokoju, dobrobytu ani lepszej przyszłości dla swojego narodu w zachodnim rozumieniu.

Rosja ma inną definicję racjonalności.

Dokładnie, i to jest kluczowy problem. Niektórzy w administracji USA to rozumieją, zwłaszcza Marco Rubio, którego rola rośnie, zwłaszcza po wydarzeniach w Wenezueli. Pete Hegseth również to zrozumiał, ostatnio kpiąc z rosyjskiej tarczy antyrakietowej w Wenezueli. Trump straci cierpliwość i weźmie na celownik rosyjskich pełnomocników, próbując osłabić Moskwę i wymusić pokój na warunkach amerykańskich – a nie europejskich czy ukraińskich. Spodziewajmy się nowych sankcji, dalszego wsparcia wywiadowczego dla Ukrainy i presji ze strony rynku ropy naftowej. Rosja wchodzi w tryb kryzysowy, a świat wielobiegunowy w rzeczywistości się rozpada – USA działają swobodnie w cudzych strefach wpływów, napotykając na niewielki opór.

Od czasów zimnej wojny Rosja była postrzegana w amerykańskiej kulturze popularnej jako główny wróg – postać mówiąca po angielsku z silnym akcentem natychmiast przywodzi na myśl KGB.

To nadal ma sens, lecz nie odzwierciedla realiów współczesnej Rosji.

Czyli Rosja ma znaczenie głównie ze względu na swój arsenał nuklearny? W przeciwnym razie byłaby raczej organizacją przestępczą udającą państwo?

Rosja jest postrzegana jako trwały byt polityczny – była, jest i będzie. Stany Zjednoczone zawsze będą się z nią ścierać. Jednak budzi to poczucie litości: Amerykanie widzą, jak Rosja działa w opozycji do nich samych. Wystarczy porównać działania USA, na przykład w Wenezueli, z działaniami Rosji.

Autor tekstu: Michał Kujawski, warszawski dziennikarz zajmujący się regionem Europy Środkowo-Wschodniej i były szef działu spraw bieżących w TVP World, jest specjalnym korespondentem Kyiv Post.

Czytaj także:

Share
Udostępnij
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Nasi partnerzy