Reklama

Ludzie

Stanisław Głodowski, prezes GC Energy: Nie liczę, że fala mnie poniesie

Alina Bosak
Dodano: 31.12.2018
43408_glodowski
Share
Udostępnij
– W biznesie nie można zdawać się na przypadek. Kto liczy na falę, musi liczyć się również z mielizną. Trzeba określić cel i konsekwentnie do niego zmierzać, być uważnym i elastycznym – mówi Stanisław Głodowski z Rzeszowa, prezes GC Energy, posiadającej 7 zagranicznych oddziałów i zatrudniającej 450 pracowników. Nie tylko zbudował ją od zera. Po drodze spełnił marzenie o własnym przedsiębiorstwie, zaczął wyznaczać trendy w świecie usług dla przemysłu paliwowo-energetycznego. Do niemieckiej rafinerii wysłał właśnie pierwsze w Europie mobilne laboratorium szybkiego reagowania, które zbudowano na Podkarpaciu.
 
Kiedy pędzi drogą, wygląda jak okuta stalą kosmiczna ciężarówka. Nazywa się GC Calibron i stanowi zapowiedź floty mobilnych laboratoriów, którą Stanisław Głodowski właśnie zaczął budować. – Ten pierwszy projekt jest najbardziej wszechstronną jednostką i dowodem na to, że skoro zbudowaliśmy tak skomplikowane laboratorium, to z mniejszymi również sobie poradzimy – uśmiecha się Stanisław Głodowski, który poprzeczkę lubi ustawiać wysoko. W ciągu 16 lat niewielką firmę elektryczną zamienił w przedsiębiorstwo, które projektuje, dostarcza i montuje instalacje technologiczne aparatury kontrolno-pomiarowej, instalacje elektryczne i telekomunikacyjne do najbardziej nowoczesnych obiektów przemysłowych. Od 2002 roku zespół inżynierów zrealizował ponad 70 niezwykle wymagających zleceń: 15 dużych elektrowni, ponad 10 rafinerii,  platformy wiertnicze, zakłady chemiczne i gazowe, kopalnie, parki przemysłowe i farmy fotowoltaiczne, a także magazyny danych dla firm IT. Obiekty, które pracują na instalacjach GC Energy, rozsiane są po całej Europie, a także Azji (w Kazachstanie, Omanie i Turcji). Klienci rzeszowskiej firmy to tacy giganci jak Siemens, General Electric, Microsoft, Orlen, Tauron, PGNiG.
 
Teraz rzeszowska firma swoim klientom zaoferowała usługę na miarę Industry 4.0 – laboratorium szybkiego reagowania do przemysłu ciężkiego – energetycznego, naftowo-gazowego. W ciągu doby laboratorium dotrze do gazoportu lub elektrowni, by skontrolować instalacje, naprawić usterkę, odnowić certyfikaty na zaworach bezpieczeństwa i zapewnić systemom stabilność. To laboratorium na kołach ciągnięte przez ciągnik siodłowy mercedesa zajmuje na drodze tyle miejsca co TIR. Po dotarciu do klienta, rafinerii, elektrowni czy dowolnej fabryki, w której potrzebny jest serwis instalacji, ściany naczepy rozsuwają się, z tytułu wyjeżdża ukryty moduł i powstaje przestrzeń, w której 15-osobowa ekipa może zdiagnozować i rozwiązać problem.    
 
Laboratorium po raz pierwszy zaprezentowane zostało w lutym br. w Rzeszowie, podczas konferencji Industry 4.0. Pokazano je także na konferencji Bezpieczeństwo Energetyczne Kraju. – Regularnie jesteśmy zapraszani do prezentacji na wydarzeniach związanych z przemysłem i bezpieczeństwem. Nic dziwnego, że  ostatnio GC Calibron został wyróżniony Podkarpacką Nagrodą Gospodarczą dla najbardziej innowacyjnego produktu i usługi. Laboratorium już na siebie pracuje. Wykorzystane zostało w elektrowni w Rzeszowie oraz w Świeciu. W listopadzie wyruszyło do rafinerii w Niemczech, która ma być modernizowana i uruchamiana po 5-letniej przerwie – zdradza założyciel GC Energy.
 
 
Skąd wziąć kapitał na start 

Zaczynał od zera. Nie dostał żadnej walizki z pieniędzmi na dobry start. – Tu, gdzie jestem dzisiaj, doszedłem konsekwentnie rozbudowując własny biznes – mówi Stanisław Głodowski. – Pochodzę z rodziny wielodzietnej. Urodziłem się w 1976 roku, więc moje dzieciństwo to koniec lat 70. i lata 80. Nie przelewało się nam w tamtych czasach. Rodzice budowali dom i ciężko na wszystko pracowali.   
 
Ich pracowitość to jedna z tych cech, które najwyraźniej odziedziczył. Jeszcze w średniej szkole zaczął wyjeżdżać do Włoch. – Pracując w warsztacie samochodowym przy okazji uczyłem się języka włoskiego, angielskiego, co później bardzo mi pomogło – podkreśla twórca GC Energy. – Podróże, również te w celach zarobkowych, rozwijają człowieka. Obserwując inne środowiska, człowiek staje się także bardziej otwarty na zmiany. Wyjeżdżając do krajów bardziej rozwiniętych, z wyprzedzeniem widzi procesy, które z czasem następują także w jego rodzinnych stronach. To cenna wiedza. Podróże otwierają na nowe perspektywy.
 
Jemu dały także kapitał na własną działalność gospodarczą, z której otwarciem długo nie zwlekał. – Wcześnie się ożeniłem, mając 22 lata. Zaraz na świat przyszedł mój pierworodny syn, a razem z tym wszystkim odpowiedzialność za rodzinę i jej utrzymanie. Otworzyłem więc myjnię samochodową – wspomina swój pierwszy biznes, który szybko przestał mu wystarczać, więc otworzył kolejną firmę – Stanbest. Z czasem zaczął oferować swoje usługi także w branży elektrycznej.
 
Ciągły rozwój – taki jest cel

Dlaczego nie pozostał przy małym biznesie? Stanisław Głodowski nie odpowiada na to pytanie wprost, ale przypomina jeden z epizodów w swoich życiu, który pokazuje, że od początku wolał bardziej ambitne drogi. – Jeszcze w czasach, kiedy posiadanie pozwolenia na pobyt stały i pracę w zachodnim kraju było marzeniem wielu Polaków, Włosi zaproponowali mi to wszystko, dodając jeszcze mieszkanie i samochód – opowiada. – Kiedy po dwóch dniach odmówiłem, pogniewali się, bo naprawdę chcieli mi pomóc. Doceniałem ten wspaniały gest, ale też wiedziałem, że jeśli zgodzę się, to już tam zostanę. A chciałem mieszkać w Polsce i tu prowadzić swoją firmę. 
 
Biznesy dobrze się rozwijały. Elektrycy, których zatrudniał, wykonywali coraz więcej usług instalacyjnych. Owocowały zagraniczne kontakty i znajomość języka włoskiego. W 2002 roku włoska firma zleciła mu wykonanie instalacji specjalistycznych na turbinie gazowej i parowej w Elektrociepłowni Lublin, a potem Elektrociepłowni Rzeszów. Sprawdził się jako podwykonawca. To otwarło drogę do większych kontraktów.
 
– W tym czasie skontaktowała się ze mną firma Landi z Włoch, która chciała zainwestować w Polsce i  kupić ode mnie udziały. Zaproponowałem im stworzenie nowego biznesu i powstała firma Landi-Stanbest. W 2005 roku wykupiłem od Landi udziały. Pomógł mi w tym mój przyjaciel, również Włoch. On wziął 50 proc. udziałów i ja 50 proc. Nazwę zmieniliśmy na GC Energy. Główna siedziba mieści się w Rzeszowie. To polska firma i w Polsce zbudowana, chociaż z udziałem włoskiego kapitału – podkreśla prezes Stanisław Głodowski. To także oczko w jego głowie, chociaż zaznacza, że zależy mu na stabilnym rozwoju i samodzielności wszystkich firm, które otworzył. Jest nie tylko współwłaścicielem Stanbestu, ale jeszcze paru innych podmiotów gospodarczych, m.in. sklepu z częściami samochodowymi Full-Car i sklepu internetowego Superparts, oferującego asortyment również z branży motoryzacyjnej. 
 
– Od zawsze chciałem dywersyfikować dochody – tłumaczy wielość swoich biznesów Stanisław Głodowski. – Mam świadomość, że w każdej z branż może nastąpić kryzys, załamanie rynku. Kilka nóg daje większą stabilność. Ma to oczywiście swoje wady. Zarządzając firmą z branży energetycznej, która uczestniczy w budowach rafinerii, platform wiertniczych, gazoportów, elektrowni czy nawet magazynów danych dla Microsoftu, muszę jednocześnie analizować sytuację na rynku części motoryzacyjnych. Udaje się to, ponieważ odpowiednio organizuję pracę moich firm. 
 
Podobnie jest w sporcie zawodowym. Obierasz cel, który chcesz osiągnąć. Czy go osiągniesz, nie wiesz, ale musisz ciężko i systematycznie pracować. Jeśli do biznesu podejdzie się na sportowo, czyli wyznaczy się cel, będzie się do niego dążyć z determinacją i w sposób systemowy, jest duża szansa na sukces.
 
 
Jak z małego podwykonawcy stać się tuzem w branży

Przepis prezesa Głodowskiego niby jest prosty, ale diabeł tkwi w szczegółach. Zawieranie coraz atrakcyjniejszych kontraktów z coraz potężniejszymi graczami w przemyśle energetycznym, naftowym, gazowym, nie przychodzi samo. 
 
– Biznes to są ludzie. Zanim dojdziemy do analizowania słupków i tych finansowych, i tych dotyczących etapu zaawansowania projektów, na początku jest człowiek. Musi pojechać, spotkać się, zaprezentować firmę, uwiarygodnić ją w oczach kontrahenta. Dzisiaj moi pracownicy mają w ręku katalogi, pokazujące dziesiątki naszych realizacji, wartych miliony euro. To jest potężny argument. Kiedyś, nie mając takiego portfolio, trzeba było przekonać drugą stronę, że jest się w stanie wykonać skomplikowaną instalację przemysłową. Oczywiście bycie przekonującym w trakcie rozmowy nie wystarczy – stwierdza Stanisław Głodowski. – Zaczynasz jako podwykonawca większej firmy. Realizujesz część jej kontraktu w dużym obiekcie. Nawet jeśli jest to bardzo niewielki zakres, zleceniodawca cię obserwuje i widząc, jak się poruszasz, dokonuje oceny. Jeśli działasz sprawniej niż inni, dochodzi do wniosku, że warto powierzyć  twojej firmie następnym razem większy zakres prac, obdarzyć cię większym zaufaniem. 
 
Usługi na miarę Industry 4.0

Zespół GC Energy, wykonując tak wiele prac z zakresu aparatury kontrolno-pomiarowej, automatyki, elektryki, instalacji IT, zdobył wiedzę i kompetencje, na bazie których powstało mobilne laboratorium. – Budując te obiekty, wiemy, w jaki sposób podejść do ich serwisowania. GC Calibron powstał w oparciu o nasze doświadczenie i jest pierwszym takim laboratorium w Europie. Nic podobnego na świecie nie znaleźliśmy – podkreśla z dumą Stanisław Głodowski. 
 
Laboratorium stworzone w Rzeszowie zespala w sobie tak wiele możliwości, że na ludziach z branży robi duże wrażenie. Umożliwia pomiary elektryczne, diagnostykę kabli i urządzeń średniego oraz niskiego napięcia, a także szczegółową analizę parametrów sieci elektrycznych, pomiar i certyfikację okablowania światłowodowego, strukturalnego, diagnostykę i rozwiązywanie problemów z siecią LAN, testowanie instalacji telewizji przemysłowej oraz testowanie wydajności sieci. Są tu stanowiska do kalibracji czujników i przetworników, wykonywania testów i pomiarów sieci przemysłowych. Ponadto stanowiska do inspekcji i certyfikacji zaworów bezpieczeństwa. GC Calibron ma także na wyposażeniu drona do inspekcji technicznych z powietrza, co umożliwia kontrolę farm wiatrowych, fotowoltaicznych, słupów energetycznych, wszelkiego rodzaju masztów, kominów przemysłowych itp., wyposażony jest w kamery termowizyjne, wizyjne i do badania składu powietrza.  
 
To dopiero początek mobilnych usług rzeszowskiej firmy. – Budujemy mniejsze pojazdy, a także kolejne moduły wymienne. Chcemy dostosować je do specyfiki różnych obiektów przemysłowych. Jako pierwszy powstał moduł zaworowy. Jedziemy do obiektu i bez konieczności demontażu jesteśmy w stanie sprawdzić poprawność działania zaworów i je certyfikować – mówi Stanisław Głodowski. – To jest Industry 4.0 w usługach. Bo Industry 4.0 to nie tylko drukarki 3D i roboty, ale także usługa. 
 
Wymienne moduły powstały po to, by całe laboratorium nie było blokowane przy jednym zleceniu. – GC Calibron to nie jedna jednostka, ale system podejścia do serwisu, do utrzymania ruchu. Flota ma liczyć kilkadziesiąt, a w przyszłości może nawet kilkaset wozów technicznych, mobilnych, od małych po największe. 
 
Wielkie perspektywy przed nami, ale też dużo pracy. Projektujemy następne jednostki, aby być bardziej mobilnym i jeszcze bardziej obecnym na mapie Polski i Europy. Czas reakcji  musi być w granicach możliwości dojazdu w ciągu 24 godzin. 
 
 
Międzynarodowa załoga
 
Załoga GC Energy wywodzi się z różnych krajów. Starannie wybrana, przeszkolona i kompetentna. Obiekty przemysłowe, bardzo wymagające, nie ma miejsca na pomyłkę. – Potrzebujemy dobrych fachowców. Radzimy sobie, ponieważ już od dawna zatrudniamy cudzoziemców. Tak, jak nie ograniczaliśmy się pozyskiwaniem kontraktów w całej Europie, tak i nie ograniczaliśmy się do polskich pracowników. Mamy pracowników z Włoch, Rumunii, Portugalii, Ukrainy. To ok. 450 osób w siedmiu naszych oddziałach, w takich krajach jak: Włochy, Niemcy, Turcja, Tunezja, Francja, Słowacja, Ukraina. 
 
Jaka jest dziś wartość spółki, której kapitał zakładowy wynosił na początku niespełna 400 tys. zł. – Nie sprzedaję – zastrzega prezes Głodowski, uśmiecha się i dodaje: – Cieszy mnie, że każda z tych firm, które zbudowałem, jest podmiotem niezależnym, w pełni autonomicznym. To coś, co zawsze chciałem osiągnąć. Aby te biznesy nie przenikały się, działały na zasadach rynkowych, były w stanie obronić swoją pozycję i obecność na rynku. 
 
Czy kiedyś na rynek było wejść łatwiej?

– Każdy okres ma swoje zalety i wady, ale nie można powiedzieć, że teraz jest gorzej, a w przyszłości może być trudniej. Każdy okres daje jakieś możliwości. Aby się utrzymać, trzeba  być uważnym i mocno elastycznym, przyglądać się trendom, które nam czas podsuwa, a które wplatają się w naszą działalność. Powinniśmy stawiać na nowe pokolenie. Wiele osób, które spotykam, narzeka na młodych, uważa, że wychowani w świecie telefonów komórkowych nie radzą sobie w dzisiejszej rzeczywistości. Trzeba do nich zupełnie inaczej podchodzić, trzeba z nimi rozmawiać, trzeba ich wysłuchać. Świat się zmienia i dobrze, że tak jest!
 
Wiem, że polscy przedsiębiorcy wiele potrafią. Właśnie dlatego, że wielu z nas na początku nie miało lekko, jesteśmy zdeterminowani w działaniu, tak w kraju, jak i za granicą. Już udowodniliśmy, że jesteśmy równie dobrzy, a często lepsi niż zachodnia konkurencja. 
Share
Udostępnij
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Nasi partnerzy