Reklama

Lifestyle

Modowy weekend z Evą Minge w Rzeszowie

Z Evą Minge, projektantką mody, rozmawiała Elżbieta Lewicka
Dodano: 13.04.2013
3334_IMG_1692
Share
Udostępnij
Kontrowersyjna. To najczęściej używane określenie Evy Minge. I z pewnością coś w tym jest, bo w Polsce nie ma drugiej takiej projektantki, która swoimi kolekcjami budziłaby tyle i tak różnorodnych emocji. Eva Minge prezentuje swoje kolekcje w Paryżu, Nowym Jorku, Moskwie, a jej suknie noszą największe gwiazdy. Od 12 do 14 kwietnia w Galerii Rzeszów odbywa się Fashion Weekend, którego gościem specjalnym jest Eva Minge. Punktem kulminacyjnym imprezy jest niedzielny pokaz kolekcji projektantki, pierwszy w Rzeszowie. Także w niedzielę swój finał mają metamorfozy pań, które zgłosiły się do projektu prowadzonego przez Evę Minge. 
 
Elżbieta Lewicka: Do czego zobowiązuje bycie projektantką mody?

Eva Minge: Nie zobowiązuje do niczego. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że moda powinna być zabawą, pewnym sposobem relaksu, powinna także wyrażać własną osobowość. Z drugiej strony moda powinna wykazywać nasz szacunek do drugiego człowieka, świadomość miejsca, w którym się znajdujemy. Więc jeżeli ja jestem projektantką mody, to zobowiązuje mnie to do tego, bym potrafiła się znaleźć w różnych sytuacjach od strony mody właśnie. Daje mi dużą wolność i możliwość kreowania swojego wizerunku w zdecydowanie bardziej dowolny sposób, niż ludziom reprezentującym inne zawody.

Czy zobowiązuje do chodzenia we własnych ubraniach i do jakiegoś specjalnego stylu bycia?
 
Pozbyłam się już problemu uważania i czujności. Wychodzę z założenia, że nie pozwolę sobie odebrać prawa do wolności, zwłaszcza do wolności mojego wizerunku. 10 lat temu, będąc w „moich" ukochanych Włoszech przy okazji pierwszego mojego pokazu,  reżyser Alberto Garbati (bardzo znany reżyser zatrudniany przez największe domy mody) i Stefano Dominella (prezydent Alta Mody, Alta Romy) zobaczyli, że mam na sobie kurtkę z malutkim logiem od Armaniego. Byłam bardzo dumna z tej skórzanej kurtki,  za którą zapłaciłam wtedy jakieś nieziemskie pieniądze. Panowie zdjęli ją ze mnie i na moich oczach wyrzucili  do kosza na śmieci. Zabolało potwornie. Powiedzieli wówczas, że nigdy już nie wolno mi założyć na siebie innej marki niż moja własna! Zmobilizowało mnie to, ponieważ nie miałam tak szerokiego spektrum produktów. Brakowało mi jeansów, t-shirtów, rzeczy luźnych. Projektowałam najczęściej rzeczy eleganckie, biznesowe. Dzięki temu wydarzeniu oferta kolekcji się poszerzyła, a ja noszę  wyłącznie swoją markę.

Marzy pani o istnieniu innego, niż znamy, świata? Mieszkańcy takiego świata ubieraliby sie jedynie w stroje o unikatowych krojach, wzorach, kolorach. W świecie tym nie istniała by szarość, bylejakość…
 
Patrząc na moje projekty ( nie tylko modowe) i mój dom, muszę stwierdzić, że preferuję świat architektoniczny, konstrukcyjny. Nie mam w domu bibelotów, ozdobnych waz, złotych ozdób itp. Ale  świetnie się czuję w miejscach pełnych przepychu, czy baśniowej, nierzeczywistej atmosfery- od czasu, do czasu. Na przykład lubię jadać w miejscach o nietypowych wnętrzach, ale w życiu codziennym myślę, że potykałabym się o różne rekwizyty, czy patery pełne egzotycznych, kolorowych owoców. Ten nierzeczywisty świat byłby po prostu niepraktyczny, a ja stąpam mocno po ziemi, chociaż wieczorami lubię spędzać czas w niecodziennej atmosferze.

Jest pani osobą zdyscyplinowaną i uporządkowaną, czy też typową "dusza artystyczną"?
 
Nie mam nic wspólnego z  tzw. pedantką zewnętrzną, ale wewnątrz siebie mam bardzo poukładany świat, który potrafię też w jednej chwili zburzyć, ponieważ jestem zdolna do wykonania najbardziej szalonych rzeczy. Odkąd sama zajmuję się moimi synami, a od śmierci mojej ukochanej mamy pomagam także tacie- nauczyłam się priorytetów, natomiast jeżeli chodzi o tzw. porządek zewnętrzny , należę do gatunku niereformowalnych, nieuleczalnych bałaganiar.

Bałaganiary lubią bujać w obłokach. A pani?
 
Ja kocham bujanie w obłokach. ( śmiech) Przez wiele lat zmuszona byłam mocno chodzić po ziemi. Ale niedawno mój starszy syn oznajmił mi, że już potrafi sam utrzymywać siebie i młodszego brata, który za chwilę pójdzie na studia, więc byłam totalnie zaskoczona, po czym uzmysłowiłam sobie, że właśnie oto zbliża się czas, w którym będę znów mogła pozwolić sobie na bujanie w obłokach, na podejmowanie szalonych decyzji, bycie osobą trochę nieodpowiedzialną. Ale to będzie tylko mała przerwa, ponieważ nadal ciąży na mnie brzemię marki,  spółki, którą założyliśmy, licencji, które zostały sprzedane – one wymagają ode mnie określonych projektów i ich ilości – siłą rzeczy, w moim przypadku moda to już jest duży biznes, który wymaga mocnego stąpania po ziemi, kalkulacji, matematyki, ale oczywiście najprzyjemniejszą formą odpoczynku od tego wszystkiego jest oderwanie się od ziemi.

Czy stąpając twardo po ziemi bardziej czuje się pani kobietą biznesu, niż artystką?
 
Dzięki mojemu obecnemu wspólnikowi ja już nie muszę się zajmować biznesem. Zostałam „zwolniona" z obowiązków kobiety biznesu, którą byłam przez 20 lat. Radziłam sobie bardzo dobrze, ale nienawidziłam tej pracy. Teraz odetchnęłam, ale siłą rzeczy jedno oko cały czas mam skierowane na biznes.
 
Co panią najbardziej fascynuje w modzie?
 
Najbardziej fascynuje mnie to, że dzięki modzie można podkreślić kobiece piękno, „udoskonalić" kobietę za pomocą mody, sprawić jej dużo radości, moda to rodzaj afrodyzjaku, uzdrawiacza, antydepresanta. Ja tak staram się projektować, aby moje rzeczy były takim antydepresantem.
 
Prawdy i mity o największych stolicach mody- jakie są?
 
Mówi się, że Paryż jest stolicą mody. Na pewno ekonomiczną stolicą mody jest Mediolan. Bardzo ważna jest moda z Londynu, ale ona wciąż się mniej sprzedaje, niż moda włoska. Moim zdaniem to włoska, nie paryska ulica jest lepsza- może trochę przerysowana, ale z bardzo kobiecą modą. Jeżeli chodzi o modę męską, to przecież nie ma lepiej ubranych facetów na świecie, niż  Włosi, którzy kochają modę i się nią bawią. Francja jest bardzo zachowawcza i taka, jak Francuzi mający poczucie wyższości. Interesującą stolicą mody zaczyna być Moskwa. Nieprawda, że Moskwa jest kiczowata i oblepiona złotem – jest bardzo światowa. Nowy Jork był i będzie w tamtej części świata specyficzną stolicą mody, ale tam liczy sie każdy cent, tam wszystko podporządkowane jest ekonomii i tam się nie oddycha jak w Europie powietrzem modowym, tylko dolarami.

A w którym miejscu na tym tle jest Polska i nasi projektanci mody?
 
Myślę, że jest w takim samym miejscu jak Czechy, czy Bułgaria. To nie jest kwestia „tej" strony świata. Chodzi o to, że nie mamy zbyt wiele do powiedzenia w wielkim świecie mody. I nawet jeśli ktoś z nas „wyleci", zaistnieje gdzieś w świecie, to nie mówi się o zjawisku polskiej mody, tylko o pojedynczej osobie. Bardzo często czytam w polskich gazetach, że jakiś nasz projektant jest znany z regularnych pokazów swoich kolekcji np. w Paryżu. Myślę, że tu chodzi głównie o chwyt marketingowy, żeby podnieść sprzedaż jakiejś kolekcji itp. Natomiast na to, czy gdzieś za granicą były pokazane konkretne kolekcje- są po prostu dokumenty, zdjęcia, nagrania- to powinni sprawdzać dziennikarze przed pisaniem artykułów. Ale , żeby projektanci danego kraju zaistnieli na światowych wybiegach potrzeba nie tylko świetnych projektów, ale też olbrzymiego wsparcia finansowego. Na przykład Turcja przez wiele lat była zagłębiem tekstylnym. W pewnym momencie nastąpił na tym rynku kryzys. Rząd turecki to zauważył i dał potężne dotacje firmom i producentom umożliwiając swoim programem odbudowę tego rynku i Turcja znów zaczyna być dużym rynkiem odzieżowym. Pamiętam, jak podczas wręczania mi medalu od mera Rzymu, S. Berlusconi powiedział , że 50% dochodu narodowego Włochów to jest wzornictwo przemysłowe! Tam moda to jest wielki biznes. U nas ciągle się na to patrzy, jak na fanaberie młodych artystów, ale często niestety są to właśnie takie fanaberie.

Tworząc nową kolekcje myśli pani o jakimś konkretnym odbiorcy, o kolekcji, jako całości stanowiącej pewne dzieło?
 
Patrząc na modę i kolekcję zawsze wybieram pewną średnią, czyli chcę, żeby ubrała ją dziewczyna młoda, ale też osoba czująca się młodo duchem- nieważne, w jakim wieku. Moje kolekcje są więc bardzo „szerokie". Na jeden sezon projektuję 200 modeli, do tego dochodzą koloromodele, czyli w sumie jest to ok. 600 wzorów, powielanych później w tzw. rozmiarówkach. Staram się, żeby kolekcja była szeroka, komplementarna, wymienna, żeby się układała jak klocki lego, aby można było z poszczególnych jej elementów budować różne formy.

A jakie są pani osobiste preferencje modowe? Może coś w stylu japońskiego kimona?
 
Nie, nie! Ja projektuję to, co sama chcę nosić. Szczerze mówiąc, projektuję pod klientki, ale dużą część kolekcji także „ pod siebie", mając świadomość, co ja bym chciała założyć. Klientela świata mody często utożsamia się z daną marką i tylko ją preferuje. Ja też marzę o fanklubie Evy Minge (śmiech).

Czy pamięta pani moment, w którym poznała prezydentową Kwaśniewską?
 
Oczywiście, doskonale! Było to w trakcie mojego pokazu w Lublinie, kiedy obie otrzymałyśmy Złote Wieszaki. Pani Jolanta za świetne noszenie mody, a ja krzewienie mody polskiej za granicą ( to był mój słynny start modowy we Włoszech). Po skończonym pokazie prezydentowa podeszła i pogratulowała mi kolekcji proponując współpracę. Do tej pory utrzymujemy kontakt. Pani Jolanta Kwaśniewska jest osobą niezwykle miłą, dość powiedzieć, że zawsze, kiedy moja ekipa przywoziła przygotowaną dla pani Jolanty kolekcję, zawsze była podejmowana obiadem w pałacu prezydenckim, obdarowana kanapkami i gorącymi termosami własnoręcznie przygotowanymi przez panią prezydentową na drogę powrotną.
Share
Udostępnij
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Nasi partnerzy