Reklama

Kultura

Zakopiański “pępek świata” i “Siostra Siostrze” zakończyły “Źródła Pamięci”

Aneta Gieroń
Dodano: 07.11.2016
FOT. PATRYK OGORZALEK / POGOIMAGES.COM
Share
Udostępnij
Sześć spektakli w cztery dni na szóstej edycji festiwalu "Źródła Pamięci. Szajna – Grotowski – Kantor". Do tego wystawy, dyskusje, warsztaty i naukowe konferencje. Festiwal wyrasta na jedną z najważniejszych imprez kulturalnych Rzeszowa, a wypracowana marka ściąga do stolicy Podkarpacia gości i widzów z Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Lublina. Magia teatru Jerzego Grotowskiego, Tadeusza Kantora, Józefa Szajny trwa i grzechem byłoby to zmarnować. Tęskno byłoby też za wieczorami, jak ten w niedzielę, kiedy z zabawnego, wręcz kawiarnianego "Demonizmu zakopiańskiego" Teatru im. St. I. Witkiewicza, wystawionego na deskach Teatru Przedmieście, uliczkami starego Rzeszowa można było podążać na refleksyjną, niezwykle plastyczną "Siostrę siostrze" w Teatrze Maska

Tam też zakończył się festiwal. Spektaklem, który rzeszowska Maska pokazała już dwa lata temu w ramach projektu „Wspólna sieć współpracy w sferze kultury i opieki społecznej na rzecz rozwoju miast polsko – ukraińskiego pogranicza”,  ale chyba nie do końca udało się go "wygrać", a szkoda. Piękna, plastyczna opowieść, z przejmującą muzyką i świetną scenografią, zaprasza nas do teatru ruchu i lalki. "Siostra Siostrze" to spektakl inspirowany opowiadaniem ukraińskiej pisarki i poetki – Oksany Zabużko z książki "Siostro, siostro", a który do złudzenia przypomina naszą polską "Balladynę". I jakże blisko jest od siostrzanej miłości do nienawiści, w końcu zbrodni.
 
 
Fot. Patryk Ogorzałek
 
Ogromny kłębek czerwonej nici na scenie symbolizuje więź łączącą piękną Hannę Pannę i jej młodszą siostrę Ołenę. W tych rolach Ewa Mrówczyńska i Natalia Zduń. Jednak ów kłębek z każdą minutą, z każdą kolejną kłótnią między siostrami robi się mniejszy i mniejszy, a rodzinna więź powoli, acz systematycznie staje się przekleństwem.
 
Hanna, cudna panna, ukochana córka mamusi od dziecka przekonana o swej wyjątkowości i Ołena, hołubiona przez ojca, żyjąca w cieniu starszej siostry. Zazdrość, niespełnione, ale skutecznie rozbudzone ambicje, podszeptują Hannie ostateczne rozwiązanie konfliktu – śmierć. Ołena ginie, bo Hanna nie może znieść, że to jej siostra, a nie ona,  jako pierwsza znalazła ukochanego mężczyznę. 
 
Ale w tym świecie  wiejskim i sielskim, z przejmującymi śpiewami i portretami świętych na ścianach, gdzie realizm miesza się z uwielbieniem dla magii, nie zabrakło ludzkiej ufności w zwycięstwo dobra nad złem. Żadna bowiem zbrodnia nie może być przemilczana. Płacząca kalina mówiąca ludzkim głosem, przypomni o krzywdzie Ołeny. Gdzie jest zbrodnia, tam musi być i kara.
 
 
Fot. Patryk Ogorzałek
 
Gdzie jest teatr, tam jest zabawa, chciałoby się rzec po występie Teatru im. St. I. Witkiewicza z Zakopanego, który na tegorocznych "Źródłach Pamięci" oprócz biblijnej historii "Barabasza", wystawił też zabawny "Demonizm zakopiański" z przymrużeniem oka traktujący o fenomenie Zakopanego. 
 
Spektakl powstał w oparciu o artykuł Stanisława Ignacego Witkiewicza pt. Demonizm Zakopanego, który w 1919 roku ukazał się w „Echu Tatrzańskim”, a dedykowany był Tymonowi Niesiołowskiemu. I trzeba przyznać, że 60 minut spędzonych z Dorotą Ficoń, Markiem Wroną i Krzysztofem Wnukiem, to była bardzo przyjemna teatralna godzina, niczym czas "cepra" w samym sercu Zakopanego.
 
Na scenie trzy białe zastawki, przesuwane w miarę potrzeby i służące za tła oraz ekrany w teatrze cieni, a pośrodku aktorska trójka w czarnych garniturach, podkoszulkach i czarnych kapeluszach – prawdziwa cyganeria z początków XX wieku, choć i dziś bardzo na czasie. A wszystko to w nawiązaniu i o samym Zakopanym – magicznej krainie produkującej swoistą „zakopianinę” działającą na ludzi niczym substancja odurzająca, uzależniająca, uszczęśliwiająca, taka bez której nijak nie da się żyć.
 
Aktorzy, fenomen, przekleństwo, zakopiański "pępek świata", kreują za pomocą obrazów, w których występują pojedyńczo lub w grupie recytując, śpiewając, tańcząc,  uroczo przerysowując, a może i nie, demoniczne Zakopane. Widz równie serdecznie się śmieje, słuchając o metafizycznej sile Zakopanego w czasach Witkacego, która jakoby miała sprzyjać powstawaniu dzieł niezwykłych, a przecież przed kiczem totalnym nie chroniła. Równie zabawnie jest i dzisiaj, gdy do zimowej stolicy Polski, pod Regle i na Krupówki ściągają tysiące snobów – ceprów, bo przecież gdzie jak gdzie, ale w Zakopanem nawet zimy mają żar tropików.
 
Od ponad 100 lat uwielbiamy snobować się na Zakopane, góralszczyznę i Tatry, a zakopiańskiemu teatrowi "Demonizmem zakopiańskim" uroczo udaje się kultywować twórczość swego patrona, Witkacego.  Takiej kontynuacji magii teatru Szajny, Grotowskiego i Kantora, nic tylko życzyć kolejnym edycjom "Źródeł Pamięci".
Share
Udostępnij
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Nasi partnerzy