Reklama

Kultura

Jak powstały światowe fortuny Heleny Rubinstein i innych Polek

Aneta Gieroń
Dodano: 31.10.2021
68548_rubinstein
Share
Udostępnij
Historie Barbary Piaseckiej – Johnson, czy Marthy Stewart, które w ostatnich dekadach były najczęściej wymienianymi Polkami z bajecznymi fortunami, są powszechnie znane, choć nie brakuje w nich plotek i anegdot, które zazwyczaj towarzyszą najbogatszym tego świata. Nieprawdopodobne natomiast okazują się wspomnienia o Misi Sert i Helenie Rubinstein, które opisał Sławomir Koper w "Najbogatszych. Jak powstawały fortuny Polek". Obie żyły na przełomie XIX i XX wieku, obie zdumiewały i zachwycały Europę, a Paryż i Londyn śledził każdy ich krok.
 
Z krakowskiego Kazimierza, z biednej żydowskiej  rodziny pochodziła Helena Rubinstein, która jako 30 – letnia panna dotarła do Australii, a tam w ciągu dwóch lat stworzyła sieć ekskluzywnych salonów piękności. Wszystko dzięki niezwykłemu kremowi, która sama ucierała w kuchni maleńkiego mieszkanka, a który reklamowała jako tajemną recepturę wybitnego lekarza z Krakwa. Niewiele miało to wspólnego z prawdą, ale cóż, szczegół, najważniejsze, że sama Helena mogła się poszczycić piękną cerą, a Australijki, które wcześniej niczym nie osłaniał swojej skóry przed palącym południowym słońcem, wręcz wyrywały sobie go z rąk.
 
Po australijskich sukcesach, Helena marzyła o podboju Europy, co w tamtym czasie zdawało się czymś nieprawdopodobny. Ta niewielka kobieta (miała zaledwie 147 cm wzrostu) spakowała do torby 100 tys. dolarów i przybyła do Londynu. Tu wynajęła całe piętro w kamienicy przy jednej z najelegantszych ulic miasta i rzuciła się w wir pracy. Swoimi zabiegami szybko zachwyciła elegantki znad Tamizy, a wieść o jej niezwykłych specyfikach  bez  problemu dotarła do Paryża. Helena zachwycała i olśniewała, ale przede wszystkim pracowała.
 
Do końca życia była pracoholiczką, która powtarzała, że nie obchodzi ją fakt, że doba ma 24 godziny. Według niej należało tak postępować, jakby miała 48 godzin. Łatwo się więc  domyśleć, że australijskie i europejskie sukcesy cieszyły ją krótko. Przed wybuchem I wojny światowej udała się na podbój Nowego Światu. Ten stał się jej ziemią obiecaną, szybko wprowadziła tam do sprzedaży ponad 70 produktów sygnowanych swoich nazwiskiem, a jedyną jej konkurentką była Elizabeth Arden. Gdy umierała w 1965 roku jej majątek wyceniano na ponad 100 mln dolarów, a kosmetyki sygnowane jej nazwiskiem do dziś są synonimem jakości i luksusu.
 
Prawdziwą królową Paryża, symbolem stylu, dobrego smaku i erudycji na przełomie XIX i XX wieku była też Misia Sert. Muza i natchnienie najwybitniejszych artystów. Portretowali ją Renoir, Valloton,Vuillard i Toulouse – Lautrec. W swojej twórczości utrwalili: Proust, Zola i Verlaine. Jej nazwisko znał nad Sekwaną każdy, a ona odkryła dla świata Coco Chanel. 
 
Misia była córką popularnego rzeźbiarza, Cypriana Godebskiego i żoną Tadeusza Natansona, z którym prowadziła jeden z najznakomitszych salonów intelektualno – artystycznych Paryża. Wykazywała się też wyjątkowymi zdolnościami organizacyjnymi i sporą zapobiegliwością finansową. Umiejętnie  inwestowała w sztukę, dbała o swój odrębny majątek, który skutecznie pomnażała, nie gardząc przy tym wsparciem kolejnych dwóch mężów. Po rozwodzie z Tadeuszem, przez kilka lat była żoną Alfreda Edwardsa, jednego z najbogatszych paryżan, a w wieku 37 lat poznała Jose Mari Serta, zamożnego hiszpańskiego artystę, z którym związana była przez kolejne dwie dekady.  
 
To Misia jest autorką słynnych słów, że "każda kobieta musi kiedyś zdecydować, czy będzie miała 18, 30, czy może 80 lat. Ona zdecydowała się na trzydziestkę".
 
Misi Sert zawdzięczamy też słynne perfumy Chanel No 5. Podczas rozmowy z Lucienem Daudetem, byłym sekretarzem cesarzowej Eugenii ( wdowie po Napoleonie III), dowiedziała się o istnieniu pewnej receptury pochodzącej z XVI wieku. Odkupiła przepis i przekazała Coco Chanel, zachęcając do stworzenia z tego wody kolońskiej. Sukces okazał się niewyobrażalny, a sprzedaż legendarnego zapachu pozwoliła zarobić miliony.  Gdy w 1950 roku  Misia zmarła w swoim apartamencie w Paryżu, Coco Chanel  osobiście ją ubrała i umalowała w ostatnią podróż. Królowa mody oddała ostatnią przysługę "królowej Paryża".
 
Historie Barbary Piaseckiej – Johnson i Marthy Stewart są już dużo bardziej znane. Ta pierwsza zdobyła ogromny majątek po swoim mężu, Johnie Sewardzie Johnsonie, co przez wiele lat narażało ją na złośliwe opinie – przebiegłej pokojówki, która nieuczciwie zgromadziła fortunę. Mało kto chciał pamiętać, że Barbara była znakomicie wykształconą kobietą, znawczynią sztuki, a majątek męża po jego śmierci kilkakrotnie powiększyła. Piasecka ziściła swój sen o Kopciuszku, nigdy jednak nie zaznała szczęścia osobistego.  Udało się jej stworzyć jedną z największych i najpiękniejszych prywatnych kolekcji sztuki na świecie, ale fiaskiem skończyło się większość jej pomysłów biznesowych w Polsce. Piękna i niezwykle inteligentna niezwykle pieczołowicie strzegła swego życia prywatnego.  Do dziś nie wiadomo nawet, kto odziedziczył  bajeczny majątek po zmarłej w 2013 roku Barbarze Piaseckiej – Johnson.
 
Swoje amerykańskie marzenie o wielkiej fortunie i sławie zrealizowała też Martha Stewart, jedna z najbardziej wpływowych kobiet świata, wnuczka polskich emigrantów, którzy przed I wojną światową przybyli do Ameryki. "Królowa gospodyń domowych", która kobiety na całym świecie uczy, jak perfekcyjnie prowadzić dom, przygotować przyjęcia, zorganizować święta i zawsze wyglądać olśniewająco, prywatnie niekoniecznie jest idealna.  Niezwykle pracowita i ambitna Martha, zwykle zapominała o potrzebach swojej córki i męża, a za swój sukces zapłaciła bardzo wysoką cenę. Zbudowała medialno-wydawnicze imperium, stworzyła markę wartą fortunę, ale nie udało się jej uratować małżeństwa, a z córką do dziś łączą ją dość szorstkie uczucia. Przeżyła też swój wielki medialny upadek, gdy za oszustwa finansowe na pół roku trafiła do więzienia. Po tamtych wydarzeniach odrodziła się jak feniks z popiołów i wróciła jeszcze popularniejsza.  Wróciła do telewizji jak gdyby nigdy nic i znów jest gwiazdą. Z setkami milionów dolarów na koncie. 
 
Sławomir Koper, "Najbogatsze. Jak powstawały fortuny Polek", Czerwone i Czarne 
 

Share
Udostępnij
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Nasi partnerzy