25 lat temu, w dniu 11 września razem z żoną zwiedzaliśmy Grecką Kretę. Doskonale pamiętam ten dzień i moment ataków na dwie wieże – World Trade Center w Nowym Jorku. Spacerując ulicami Hersonissos, naszą uwagę zwrócili ludzie, którzy tłumnie skupieni byli przed telewizorami. Wyglądali, jakby oglądali ten sam film z serii “Szklana pułapka”.
W momencie, gdy zawaliła się pierwsza z wież, a ludzie zaczęli krzyczeć, zamarliśmy z osłupienia. To, co dzień wcześniej wydawało się niemożliwymi rozważaniami dziennikarskiego artykułu opublikowanego w jednym z polskich tygodników zabranych na urlop, stał się faktem. Terroryści uprowadzili kilka samolotów i w samobójczych atakach dopięli swego.
Jak mogło do tego dojść?
Trudno znaleźć kraj, który miałby tak liczne, różnorodne i technologicznie rozwinięte służby, skoncentrowane na inwigilacji społeczeństwa i wrogich agentur, jak USA. Dlatego skuteczność ataków przeprowadzonych przez ludzi Bin Ladena, zwłaszcza że podobne próby detonacji bomb w parkingu podziemnym World Trade Center miały już wcześniej miejsce, wydawały się mało możliwe do przeprowadzenia.
A jednak. Mimo, że wywiady, kontrwywiady i inne służby krajów zachodu – zwłaszcza USA – zdawały się ostrzegać i wiedzieć o możliwości przeprowadzenia takowych ataków /wspominali o tym szeroko dziennikarze w obszernym artykule, który dzień wcześniej przeczytałem/ wskazując wręcz miejsca potencjalnych ataków, zamachowcy z Al Kaidy przeprowadzili skuteczne zamachy na symbole Ameryki.
Bezpieczny Świat Zachodu w jednej chwili runął w gruzach zawalonych wież. Ogrom ludzkich ofiar i traumy po utraconych bliskich do dzisiaj odbija się piętnem na obywatelach USA.
Minęło 25 lat, a nic się nie zmieniło
Ćwierć wieku minęło, ale niestety bez refleksji ze strony ludzi rządzących światową polityką. Tragedie mieszkańców Syrii i Palestyny, opuszczonego przez Zachód Afganistanu, etniczne czystki w Afryce, aż po wojnę Rosji z Ukrainą oraz Izraela i USA z Iranem, przeczą zdrowemu rozsądkowi ludzi, którzy powinni stać w obronie światowego porządku. Pod przykrywką walki o bezpieczeństwo własnego kraju, w imię interesów wąskiego grona interesantów, zabijani są nadal niewinni ludzie i atakowani przywódcy niezależnych państw.
Jakie prawo i kto dał Putinowi, Trampowi, Natanjahu czy nawet Von der Leyen do decydowania w imieniu wolnych narodów świata o ich stylu życia. O religii którą wyznają, zwyczajach przodków, które pielęgnują od tysiącleci. A nawet o zbożu z jakiego mamy jeść chleb czy jak ogrzewać swój dom.
Akcja przynosi reakcję. A ofiarami w dalszym ciągu są najczęściej niewinni i najubożsi. Bo kto – mimo nakazów aresztowania – odważy się na proces wobec przywódcy Izraele czy Rosji. Kto narazi się izraelskim bankierom świata?
Liczą się 3 rzeczy – kasa kasa kasa. Reszta to koszty uboczne.
Czy świat się w końcu opamięta? Czy honor, odpowiedzialność, uczciwość, patriotyzm będą kiedyś znowu miały, dla polityków wybieranych przez narody, prawdziwe znaczenie. Czy nie będą to coraz częściej tylko puste słowa i obietnice przedwyborcze.
Miejmy nadzieję, że dla dobra naszych dzieci coś w końcu się jednak zmieni. Może nie od razu. Ale kiedyś trzeba zacząć. Świat musi pamiętać i wyciągać lekcje.
Zacznijmy od własnego podwórka i rozliczania tych, na których zagłosowaliśmy.
Zacznijmy wybierać dlatego że coś zrobili a nie przeciwko innym.
Czytaj także:
PRZEZ PREZYDENTA STANÓW ZJEDNOCZONYCH AMERYKI
PROKLAMACJA
Minęło ćwierć wieku od straszliwego dnia 11 września 2001 roku, a całe pokolenie Amerykanów dorasta, nie mając żywej pamięci o tym pamiętnym dniu. Upływ czasu nie może przyćmić tego, co na zawsze będzie płonąć jasno w sumieniu naszego Narodu. Wśród popiołów Ground Zero złożyliśmy uroczyste przyrzeczenie, by nigdy nie zapomnieć – przyrzeczenie, które musi zostać odnowione w sercu każdego Amerykanina, nauczane w każdej klasie i czczone w każdej społeczności w naszym kraju.
Dwadzieścia pięć lat temu, pod czystym wrześniowym niebem, pokój naszego Narodu został zakłócony, gdy radykalni islamscy terroryści porwali cztery samoloty pasażerskie i przekształcili je w broń masowego mordu.
O godzinie 8:46 samolot American Airlines Flight 11 został celowo uderzony w północną wieżę World Trade Center w Nowym Jorku. Tuż za nim podążał samolot United Airlines Flight 175, a w ciągu 17 minut uderzyła w południową wieżę. W tym momencie stało się jasne, że nasz naród został zaatakowany. Zanim minął ranek, obie strzeliste wieże – główne symbole amerykańskiej siły gospodarczej i dobrobytu – zawaliły się na miasto poniżej, pochłaniając tysiące niewinnych istnień i pozostawiając po sobie niewyobrażalne zniszczenia. Była godzina 10:28.
Zaledwie 34 minuty później, na skraju stolicy naszego kraju, Arlington w stanie Wirginia, samolot American Airlines o numerze lotu 77 uderzył w Pentagon, twierdzę amerykańskiej potęgi militarnej, zabijając członków naszych Sił Zbrojnych i oddanych urzędników państwowych. Wśród dymu i płomieni ocaleni zawrócili do płonącego budynku, aby zanieść ocalałych w bezpieczne miejsce.
Ale horror tego poranka się nie skończył. Na pokładzie samolotu United Airlines Flight 93 pasażerowie dowiedzieli się z gorączkowych rozmów telefonicznych o terrorze, który już się rozgrywał w Nowym Jorku i Wirginii. Wiedząc, że ich samolot jest używany jako broń, postanowili walczyć. Wśród nich był Todd Beamer, oddany mąż, ojciec i człowiek głębokiej wiary, który spokojnie poprowadził współpasażerów w recytacji Modlitwy Pańskiej, zanim wypowiedział swoje ostatnie, nieśmiertelne słowa: „Jesteście gotowi? Dobrze. Lecimy”. Tymi nieśmiertelnymi słowami bohaterowie lotu 93 przypuścili śmiały atak na porywaczy i zmusili samolot do lądowania na polu za Shanksville w Pensylwanii, zaledwie 20 minut lotu od zamierzonego celu, stolicy naszego narodu. Oddając swoje życie, tych 40 patriotów przekształciło ciche pole w świętą ziemię — pozostawiając po sobie wieczne świadectwo niezłomnej woli narodu amerykańskiego.
W ciągu nieco ponad dwóch godzin, we wtorek, 11 września 2001 roku, 2977 niewinnych ludzi zginęło w najbardziej nikczemnym akcie terroru w historii naszego kraju. Jednak pośród zniszczeń i rzezi tamtego dnia, świat był świadkiem odwagi, męstwa i patriotyzmu Ameryki. Funkcjonariusze Departamentu Policji Nowego Jorku, Straży Pożarnej Miasta Nowy Jork oraz Zarządu Portu Nowy Jork i New Jersey pracowali całą dobę, współpracując z prawie 100 służbami ratunkowymi i ratowniczymi, aby uratować uwięzionych pod gruzami i zapewnić bezpieczną ewakuację niezliczonych tysięcy mieszkańców Nowego Jorku. Ratownicy, personel medyczny i tysiące wolontariuszy odpowiedziało na wezwanie, ryzykując własne życie i oddając wszystko, co mieli, aby pomóc innym Amerykanom.
W godzinach i dniach po 11 września 2001 roku nasz Naród zjednoczył się z jednością i celem, które są typowo amerykańskie. Opłakiwaliśmy go jako jeden naród. Modliliśmy się jako jeden Naród. Z żelazną wolą postanowiliśmy, że ci, którzy nas zaatakowali, poczują pełnię amerykańskiej siły. Terroryści próbowali złamać naszego ducha – ponieśli porażkę. Próbowali nas podzielić – nie zdołali. Próbowali nas zastraszyć – zamiast tego, obudzili w nas najpotężniejszą siłę sprawiedliwości, jaką świat kiedykolwiek znał.
W kolejnych dniach, miesiącach i latach tysiące amerykańskich patriotów wystąpiło, by założyć mundur Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Zostawili swoje rodziny i społeczności, przemierzyli oceany i zanieśli walkę naszym wrogom na odległych polach bitew, aby koszmar tamtego wrześniowego poranka nigdy więcej nie dotarł do naszych brzegów. Przez prawie ćwierć wieku całe pokolenie wojowników służyło, walczyło i poświęcało się w obronie naszej wolności. Wielu oddało ostatnie tchnienie, a niezliczeni inni wrócili do domów z widocznymi i niewidocznymi ranami wojny. Nasz Naród ma wobec nich dług, którego nigdy nie da się spłacić.
Tamten wrześniowy poranek zmienił nasz kraj na zawsze, ucząc nas, że same oceany nie będą już w stanie chronić naszej ojczyzny przed siłami zła, że wolności musi zawsze strzec wolny i czujny naród, a siła naszej Republiki zawsze zwycięży. Jako prezydent, nie mam ważniejszego obowiązku niż zapewnienie bezpieczeństwa i dobrobytu Narodu Amerykańskiego, a od pierwszego dnia mojego powrotu do urzędu moja administracja niezłomnie dąży do zapewnienia, że nasz Naród będzie broniony przez najsilniejszą i najbardziej śmiercionośną armię, jaką świat kiedykolwiek znał. Nigdy nie zawaham się chronić naszego kraju, realizując politykę zagraniczną opartą na pokoju siłą, szybko wymierzając sprawiedliwość naszym wrogom, gdziekolwiek się ukrywają, i energicznie broniąc naszych interesów bezpieczeństwa narodowego w kraju i za granicą.
Nienawiść, która dotknęła nas 11 września, wciąż trwa, a lekcje z tamtego dnia pozostają tak samo pilne jak zawsze. Musimy bronić naszej suwerenności, naszych wartości i naszego świętego, przyrodzonego prawa do życia, wolności i dążenia do szczęścia. Musimy chronić nasz cenny sposób życia przed wszystkimi, którzy pragną naszej zagłady – niezależnie od tego, czy zagrażają nam z zagranicy, czy z wewnątrz naszych granic. Przede wszystkim musimy zadbać o to, aby pamięć o 11 września nigdy nie zblakła w historii, lecz pozostała żywym dziedzictwem przekazywanym z pokolenia na pokolenie Amerykanów.
Dla milionów Amerykanów wspomnienia z 11 września 2001 roku pozostają dziś tak samo żywe, jak 25 lat temu. Nigdy nie zapomnimy 2977 cennych istnień ludzkich, które nam odebrano, zawsze będziemy pielęgnować ich pamięć i na zawsze będziemy osłaniać ich rodziny w nieustającym uścisku naszego Narodu. Jesteśmy niewyczerpanym źródłem wdzięczności dla ratowników, którzy odpowiedzieli na wezwanie, w tym dla tysięcy osób, które nadal cierpią z powodu poważnych problemów zdrowotnych spowodowanych służbą. Oddajemy hołd żołnierzom naszych Sił Zbrojnych, którzy bronili świętej sprawy wolności przez ćwierć wieku od tamtych wydarzeń. Przede wszystkim prosimy Boga Wszechmogącego, aby nasza Republika była na zawsze bezpieczna, na zawsze zjednoczona i na zawsze wolna.
Wspólną uchwałą przyjętą 18 grudnia 2001 r. (Ustawa publiczna 107-89) Kongres ustanowił dzień 11 września każdego roku „Dniem Patrioty”.
Dlatego też ja, DONALD J. TRUMP, Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, niniejszym ogłaszam dzień 11 września 2026 roku Dniem Patrioty 2026. Wzywam wszystkie departamenty, agencje i instytucje Stanów Zjednoczonych do opuszczenia flagi Stanów Zjednoczonych do połowy masztu ku czci 2977 ofiar ataków z 11 września 2001 roku. Zachęcam również gubernatorów Stanów Zjednoczonych i ich terytoriów oraz zainteresowane organizacje i osoby do przyłączenia się do tych obchodów.
NA DOWÓD CZEGO składam swój podpis dnia dziewiątego września, Roku Pańskiego dwa tysiące dwudziestego szóstego, a w dwieście pięćdziesiątym pierwszym roku niepodległości Stanów Zjednoczonych Ameryki.